Stanisław Święch - wpisy Aldony Widłak
Poniżej pozwolę sobie skopiować wpisy z facebooka, poniewaź nie każdy ma dostęp, orginalne wpisy wraz ze zdjęciami są dostępne pod linkami
Być może są jeszcze wśród czytelników osoby, które pamiętają nauczyciela Stanisława Święcha. Może nawet ktoś się rozpozna na zdjęciu ilustrującym artykuł zamieszczony prawdopodobnie w "Echu Krakowa", opisujący sylwetkę Stanisława Święcha z okazji jubileuszu 50-lecia jego pracy w zawodzie nauczyciela. Tak wspomina go p. Adam Gryczyński (jest to krótki fragment ze znacznie obszerniejszego tekstu):
"Stanisław Święch - uczył mnie matematyki w kl. V –VII. Był znakomitym, przedwojennym nauczycielem i wychowawcą. [...] We wszystkim co robił był bardzo skrupulatny i pedantyczny. Prowadził spółdzielnię uczniowską, organizował zbiórkę makulatury. Zawsze przychodził do szkoły w garniturze (stalowym, granatowym lub ciemno-brązowym, często pod krawatem). W klasie V i VI, gdy u paru uczniów pojawiły się problemy z nauką matematyki, Stanisław Święch zorganizował tzw. „douczanie” dla kilkuosobowej grupy, w skład której wchodzili uczniowie z innych klas. [...] Człowiek niesłychanie skromny i uczciwy, wyrozumiały, ale i wymagający, dla którego najważniejszym celem było dobro ucznia; jego wiedza i rozwój. Wartość jego pracy wychowawczej uświadomiłem sobie w pełni dopiero gdy stałem się dorosły. Był przyjacielem dzieci i młodzieży, co zważywszy na jego dorobek i udział w wychowaniu kilku pokoleń brzmi jak truizm, ale tak właśnie było. Nie należałem do jego ulubieńców, a mimo to łączyła mnie z tym „profesorem” – jak się do niego z honorem zwracano – mocna nić sympatii. Dotąd widzę wyraźnie jego zadumaną, lekko uśmiechniętą twarz i łagodne, siwo-niebieskie oczy, w których odbijała się niekiedy troska, ale i radość z sukcesu, kiedy ujrzał wyraźny postęp w nauce swoich uczniów. Widzę, jak niesie do pokoju nauczycielskiego lub do swojego domu, w wypchanej do granic wytrzymałości, ciężkiej, skórzanej torbie zeszyty z zadaniami do oceny, jak chodzi - gdy pełnił dyżur - podczas przerwy korytarzem lub po podwórku szkolnym czuwając nad bezpieczeństwem dziatwy. Owszem, potrafił się mocno zdenerwować, kiedy przyłapał uczniów na paleniu papierosów, najczęściej gdzieś po kątach czy w toalecie. Nie tolerował (właściwie, uważał to za skandal) żucia gumy na lekcjach, zaśmiecania, plucia, przekleństw i bójek, szczególnie wtedy, gdy ofiara pochodziła z młodszej klasy i była bezbronna. Stanisław Święch czuł się odpowiedzialny za każdego ucznia. Nie był co prawda obdarzony jakąś wyjątkową charyzmą, ale, miał za to powołanie do zawodu nauczycielskiego, tak rzadko dziś spotykane."
Szkoła Podstawowa nr 39 im. Bartosza Głowackiego w Krakowie stała się miejscem pracy Stanisława Święcha dniu 22.09.1923 r. On sam urodził się 17.10.1902 r. w Krakowie, na Wesołej. Jego ojciec, Paweł Święch pochodził z Gorlic i pracował jako nadzorca więzienny. Mieszkali (przynajmniej we wczesnym dzieciństwie Stanisława) przy ul. Grzegórzeckiej 12, więc nauczyciel przychodząc do szkoły, znał dobrze miejscowe środowisko. Mama, Maria zd. Zielińska pochodziła z Prądnika Czerwonego. Mieli pięcioro dzieci, spośród których Stanisław był najstarszy.
Szkoła, do której trafił, była specyficzna. Dyrektor Szarek miał swoją wizję, by oprócz wiedzy, przekazywać dzieciom umiejętności praktyczne z zakresu ogrodnictwa i przetwórstwa żywności. Lata 20. XX w. były ciężkie. Powojenna nędza pogłębiona ogólnoświatowym kryzysem ekonomicznym. Dzielnica stawała się z latami coraz mniej rolnicza, a coraz bardziej robotnicza, więc bezrobocie i strajki lat 30. również mocno uderzyły w miejscową ludność. Święch dobrze się w tym odnalazł. Założył spółdzielnię uczniowską, w szkole były kursy kroju i szycia, fryzjer, akcje dożywiania dzieci, kontroli lekarskich, urządzono łaźnię. Zlikwidowano z czasem (pod naciskiem władz) kursy ogrodnicze, ale działalność szkoły, nakierowaną nie tylko na nauczanie, ale i na opiekę nad dziećmi kontynuowano także po odejściu Stanisława Szarka. Także wtedy, gdy (już po wojnie) dyrektorem został Stanisław Święch.
Wojna wywróciła wszystko do góry nogami. Budynek 39-tki na kilka miesięcy zajęli Niemcy pod szkołę kadetów. Jak zapisał w swoich notatkach Stanisław Święch, zabrano wszystkie pomoce szkolne, zniszczono podręczniki i mapy. Uczniowie tułali się z miejsca na miejsce. Jednorazowo użyczyła im sali Szkoła Podstawowa nr 38, ale to było rozwiązanie na chwilę. Szkoła była już wtedy siedmioklasowa, trzeba było więc zorganizować naukę zarówno dla maluchów, uczących się pierwszych liter, jak i dla uczniów mających za chwilę opuścić szkołę i zdawać egzaminy. Kiedy? Może po wojnie? Uczono więc na dwie zmiany w dwóch lokalizacjach.
Pierwsza, był to stary budynek szkoły, ten, w którym mieściła się też ochronka i kaplica. Druga, to był urządzony naprędce jako sala lekcyjna barak przy Barakowej (dziś Dąbskiej). Święch wspomina, że uciążliwością było docieranie na lekcje z uwagi na ciemności i błoto. Nauka wszystkiego poza najprostszymi podstawami (zwłaszcza starszych uczniów) była zakazana. Uczestnictwo w tajnych kompletach (zarówno jako nauczyciel, jak i uczeń) groziło śmiercią lub obozem koncentracyjnym (co w praktyce często znaczyło to samo).
Choć formalnie (z nadania okupanta) kierownikiem szkoły został Jan Kunz, sprawy toczyły się swoją koleją. Święch opisuje go jako człowieka bojaźliwego, lecz nieszkodliwego. Dość, że bez jego wiedzy i zgody niemożliwym byłoby zatrudnienie pięciu dodatkowych nauczycieli, gdy w kadrze nie było żadnych braków. A jednak tak się stało. W dodatku byli to nauczyciele szkół średnich i gimnazjów: Florian Wiliński, Wacław Borelowski, Jan Cholewski, Mieczysław Bryczka , Władysław Rajczykowski. Borelowski, jeszcze przed wojną aktywny w krakowskim środowisku nauczycielskim, stał się organizatorem tajnego nauczania nie tylko na Dąbiu. W najbliższej okolicy powstało aż 12 oddziałów.
Stanisław Święch nauczał w ramach tajnych kompletów od października 1944 r., aż do stycznia 1945 r. Zarówno Borelowski jak i Cholewski już wtedy nie żyli. Niemcy aresztowali ich w 1941 roku w ramach zmasowanej akcji przeciwko polskim ludziom kultury i nauki. Zaangażowani w tajne nauczanie Stanisław Święch, Edward Karetta czy ks. Jan Matyasik doskonale wiedzieli więc, co ich czeka w razie wpadki. Wraz z zakończeniem II wojny światowej Stanisław Święch zaczął pełnić funkcję kierownika szkoły, na niego więc spadło przygotowanie jej do użytku, a jak wynika z pozostawionych przez nauczyciela notatek, było co robić.
Wszystkie sprzęty (poza ukrytymi na strychu) Niemcy zabrali ze sobą. Nie było pomocy naukowych, map, brakowało mebli, a na tych, które zostały, wymalowano hitlerowski znak na "s". [Zdarza się, że algorytm Facebooka automatycznie blokuje posty, w których pojawiają się nazwy budzące skojarzenia z symboliką okupanta]. Wykręcono (podobno jako dar dla wodza), wszystkie mosiężne elementy drzwi i okien. Za to (jak wspomina Stanisław Święch), ściany pomalowano w sceny z niemieckiej powieści (nie napisał, jakiej). W tej sytuacji nic dziwnego, że SP 39 została jako pierwsza w Krakowie po wojnie... odmalowana.
Następcą Święcha na stanowisku dyrektora został Czesław Niziński, Święch zaś oddał się temu, do czego miał największe powołanie, czyli nauczaniu, choć nadal służył pomocą jako zastępca kierownika. Nauczał jeszcze po przejściu na emeryturę. Działał też aktywnie w ZNP. Otaczał go tak duży szacunek kolegów, że powołano go do funkcji superarbitra sądu koleżeńskiego. Jego nazwisko przejawia się często we wspomnieniach uczniów z różnych lat. Czasem (jak u p. Gryczyńskiego) towarzyszy mu obszerniejszy opis, a czasem jest po prostu tym jednym z dwóch, trzech, których ktoś zapamiętał choć mięło np. siedemdziesiąt lat od zakończenia edukacji.
Całe życie poświęcił pracy, nigdy się nie ożenił. Nie miał własnych dzieci. Stare zdjęcia z jego prywatnego albumu pokazują, że w młodości nie zawsze chadzał w garniturze, lubił wycieczki, zdaje się, że był nieco mniej poważny. Zmarł 25.10.1985 r. w Krakowie. Pochowany na cmentarzu Rakowickim kw. CB rz. 5 m. 5
Na blogu dabie historia, można obejrzeć kolejne zdjęcia: