Pamiętniki Heleny uzupełnione są o linki do życiorysów wymienionych w nim osób, zdjęcia osób i miejsc, oraz moje komentarze, te zapisane są kursywą. Dotyczą okresu 25.01.1900 – 01.11.1906, zachowuję oryginalny język, gramatykę czy styl.
Czy Helena zostanie w domu pełnym kontroli, pomówień i agresji? Co zrobi ucieknie do klasztoru czy wyjdzie za mąż?
Zbladłam i sama nie
wiedziałam, gdzie teraz, to zbiegłam na dół gdzie była piwnica z węglami i tam
się zamknęłam i siedziałam, raczej stałam i modliłam się i bardzo prosiłam Boga,
aby coś zesłał takiego aby to się odmieniło. Stałam w piwnicy więcej jak
godzinę, aż nareszcie usłyszałam głos Stryjenki z ogrodu, odezwałam się i wyszłam
z mojej kryjówki. Stryjenka miała minę wystraszoną, powiedziała, że
bała się o mnie, Stryj pobiegł do ogrodu i szukał ciebie, nie wiedziałam,
gdzie się ty schowałaś, ale chwała Bogu powiedziała Stryjenka, bo byłby Cię
zabił. W mieszkaniu piliśmy wszyscy trzej herbatę. Noc całą nie mogłam zasnąć, wstałam
z bólem głowy, przy siadaniu uważałam, że Stryj mnie śledzi każdem mój ruch,
wypiłam herbatę, wstałam i miałam już odejść, ale Stryjaszek zatrzymał mnie,
mówiąc:
„Co ty sobie myślisz, że ja w Tobie zakochany, jesteś głupia, co się jej zdaje...”
Nie mnie się nie zdaje odpowiedziałam drżąca i wystraszona. „A więc wynoś się stąd, idź precz, będziesz mnie zdrowia i życia domowe rujnować” i mówiąc to podszedł do mnie blisko i uderzył mnie w twarz. Całe szczęście, że nikogo ze służby nie było w pokoju, łzy polały się ze mnie strumieniem, wbiegłam do pokoju, Stryj za mną. Stryjenka stała na przeszkodzie, mówiąc błagalnie: „ Zenuś, daj spokój”, ja zamknęłam drzwi na klucz. I w tem uderzyła mnie do głowy,rzuciłam się na łóżko i szlochałam, skryłam twarz w poduszkę, aby nie było słychać mego głośnego płaczu….
Za chwilę usłyszałam szarpnięcie za klamkę, postanowiłam nie otwierać. Stryjenka odezwała się... „Helu!, otwórz“, otworzyłam i rzuciłam się na kolana przed Stryjenką, schowałam twarz w fałdy sukni Stryjenki, i tak płakałam, nie mogąc słowa przemówić. Stryjenka starała mnie uspokoić i przeforsować, że Stryjaszek taki jest, to starszy człowiek i trzeba mu wybaczyć…..
6 lutego 1912
Tak mijały dnie i miesiące i zawsze było to samo, usposobienie moje całkiem się zmieniło. Cicha, spokojna; żeby była największa wesołość wokoło mnie, nikt nigdy nie widział uśmiechu na mej twarzy. Stryjenka nie zwracała na mnie uwagi mówiąc, że wyglądam na starą pannę; cierpką i zagniewaną na cały świat. Wszystko to znosiłam cierpliwie...
Dostałam list od Marii Glińdzicz, w którym pisała: „Dlaczego występujesz do klasztoru, jesteś młoda, możesz pójść zamąż, przecież klasztor możesz mieć i na ziemi, jeżeli tak pragniesz, a nie zamykać się w murach klasztoru, a może to tylko chwilowe twe usposobienie. Bo wiesz moja Helu! wstępując do klasztoru trzeba mieć powołanie, pisz mnie zaraz, bo jesteśmy niespokojni o ciebie”.
Nie wiedziałam z kąd Maria się dowiedziała o mym zamiarze, ale przypomniałam sobie, że kiedyś wspomniałam o tem pisząc do Broni. Stryjenka chciała widzieć ten list, ponieważ sama mnie go wręczyła. Po przeczytaniu go, powiedziała, że Twoja Mania, to jest roztropna i zapytała, czy pisałam do Broni, o tych wszystkich moich przejściach, odpowiedziałam, że nie, że mam ambicję, żeby mnie jak najgorzej było, to nigdy nikomu o tem nie napiszę...
Kiedyś pisałam do Broni, więc dałam Stryjence list do przeczytania i zawsze moje listy były kontrolowane. Tak! nawet sama tego chciałam, ale nigdy nie napisałam, co się działo w mej duszy i pod jakim byłam tu gniotem. Na chwilę byłam swobodniejsza, w czasie nie bytności Stryja, który często wyjeżdżał za interesami do Lwowa, Krakowa i do kopalni naftowych, jak Libiąża, Krosna, gdzie należał do spółek...
Stryjenka zaczęła myśleć o przyszłości dla mnie, właściwie chciała wydać mnie za mąż...
Ale myślała i dumała za kogo: ten patrzy na pieniądze, drugi utracjusz, trzeci , który był najwięcej stosowny dla mnie w przekonaniu Stryjenki, jakoby o mnie tak się przed Angermanem odezwał: „Nie chce mleko spijać, jak już śmietanka spita.”
Stryjenka mnie powtórzyła te słowa, więc powiedziałam Stryjence, że nie chce iść zamąż i nie pójdę, że zawsze trwam w tym samym, zamiarze wstąpienia do klasztoru.
„Ty tak mówisz, bo właśnie dlatego, żeby być ponętniejsza dla mężczyzn. Jeżeli panna mówi o klasztorze, to tylko dlatego, żeby prędzej zamąż wyszła.”…
Na piętrze u Stryjostwa w
kamienicy mieszkała pani Madurowiczowa żona Kazimierza
Madurowicza, komisarza rządowego w powiecie rzeszowskim, młoda
mężatka: mąż jej był komisarzem, ona miała lat 32, a on młodszy do niej lat 4.
Słuszna, szczupła brunetka, przystojna, miała jedną 3-letnią dziewczynkę. Stryjenka
w lecie zapraszała ją do ogrodu, więc prawie co dzień pani Madurowiczowa z
dziewczynką, przychodziła do ogrodu Stryjostwa.
Stryjenka przedstawiała mnie, powitała mnie bardzo uprzejmie i podziwiała, że
jestem młoda i nigdzie mnie nie widuje: ani na zabawach, ani na żadnych majówkach.
„Ona zajęta domowym gospodarstwem i szyciem i to dla niej wystarczy“ odpowiedziała
za mnie Stryjenka.
![]() |
| źródło |
Stryjenka była bardzo zadowolona
z pochwały pani Madurowiczowej. Po jej odejściu powiedziała, że pani Madurowicz
ma brata, kawalera, więc powinnam być bardzo uprzejma dla niej.
Pomyślałam, że nie będę nadskakiwała nikomu, a tem bardziej kto ma brata, lub
synka dla mnie. Nie lubiłam tego podlizywania się dla interesu, ale głośno
przed Stryjenką, nie wypowiedziałam mych myśli, tak nie mogłam teraz Stryjence wypowiadać,
co myślę i czuję….bo straciłam wiarę…..
Nadchodziła Wielkanoc. Post Wielki się kończył. Stryjenka i ja , wybierałyśmy się do spowiedzi. „Czy jesteś dobrze przygotowana?” zapytała Stryjenka
„Pamiętaj!, powiedz wszystko księdzu na spowiedzi, to jest twój ciężki grzech, jeżeli go utajesz, to ci Pan Bóg nie pobłogosławi”…
![]() |
| Modlitewnik Heleny Suszyckiej z 1898 r. archiwum prywatne |
broniła w tym przeprosin i powiedziała: że nie słowami, prosi się wybaczenia, tylko czynami t.j. poprawą...
W kościele już było sporo pań: dwóch księży spowiadało. Stryjenka stanęła pierwsza przy konfesjonale, ja stałam niedaleko Stryjenki. Gorąco się modliłam i prosiłam, abym wszystkie grzechy swoje wyznała, abym nic nie zataiła….
Stryjenka spowiadała się dosyć długo, coraz więcej przychodziło Pań, nawet i znajomych, naraz wpadłam jak by w odrętwienie, nie wiedziałam nikogo i nie słyszałam, co się około mnie działo…
Stryjenki głos przerwał moją zadumę: podeszłam do konfesjonału, uklękłam i tam u stóp tego kapłana, uskarżałam swoją zbolałą duszę, łzy cisnęły mi się do ócz, byłam bardzo, ale to bardzo wzruszona tą spowiedzią i powiedziałam, że zwracałam uwagę na starszego człowieka. Tak! Czułam, że nie zawiniłam, ale pod wpływem Stryjenki zrobiłam siebie winną. Za jedno! myślałam, niech Pan Bóg mnie sądzi, jeżeli zawiniłam to może, a jeżeli nie, to czeka mnie nagroda….
Odeszłam od konfesjonału spłakana, uklękłam przed Panem Jezusem ukrzyżowanym i gorąco się modliłam, aby Pan Bóg dał mnie nadal cierpliwie znieść to wszystko, co na mnie ześle…

Kościół św. Stanisława w Jaśle AI
Wracając z kościoła Stryjenka zapytała mnie, „jak się wyspowiadałam? Czy się przyznałam do wszystkiego?” Tak, odpowiedziałam spokojnie. „A jaką Ci ksiądz, dał pokutę? Powiedz mnie wszystko! Możesz powiedzieć, ja mogłabym sama ciebie wyspowiadać!” Do Matki Boskiej dostałam za pokutę i więcej już nie chciałam powiedzieć.
Stryjenka powiedziała, że
ksiądz Fałęcki (tak się nazywał ksiądz u którego się spowiadałyśmy), powiedział
Stryjence „Jesteś święta, że tyle ucierpiałaś w życiu.” Zdziwiło to
mnie, ale nie odpowiedziałam i tak w milczeniu szłyśmy do domu.
Tydzień po spowiedzi, a może więcej znowu było to samo, znowu te upominania i wymówki Stryjenki „Ty Jesteś podła i nikczemna, twoja twarz nawet wskazuje, masz płaską i charakter płaski.“
Było to w moim pokoju, Stryjenka stała rozdrażniona, ja spokojna, nic się nie odzywałam, na te obelgi.
Po wyjściu Stryjenki, rzuciłam
się na łóżko, nie płakałam, bo mi już łez brakło, tylko jęczałam i Pana Boga
błagałam, aby się nade mną zmiłował; naraz nowa myśl mnie powstała w głowie; pójść
do księdza Fałęckiego Stanisław Fałęcki — ksiądz katolicki, katecheta
Gimnazjum w Jaśle i porosić go, aby mnie dopomógł do wstąpienia do klasztoru, ale niedługo
myślałam nad tem, bo wiedziałam, że to nie wypada iść do mieszkania raczej do
księdza, tem bardziej, że w Jaśle wszyscy mnie znali, więc i pomysł na nic się
nie przydał….



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.