Pamiętniki Heleny uzupełnione są o linki do życiorysów wymienionych w nim osób, zdjęcia osób i miejsc, oraz moje komentarze, te zapisane są kursywą. Dotyczą okresu 25.01.1900 – 01.11.1906, zachowuję oryginalny język, gramatykę czy styl.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia w 1905 roku, na wigilię zaproszony zostaje Wincenty Turowski. Czy ta wizyta odmieni los Heli?
16 lutego 1914
Dni mijały, tygodnie zajęcia będące gospodarstwem, kartki Stryjenka mi przesyłała i listy. niby serdeczne, ale największe zainteresowanie okazywała w gospodarstwie dla oszczędności, nie brałam kucharza sama gotowałam i oglądałam gospodarstwo, ale miałam spokój moralny, ponieważ nikt mnie nie śledził, nie czuwał nad każdym mym krokiem.
Stryjenka miała wrócić, byłam i zadowolona, bo trochę za nią tęskniłam, rzecz dziwna kochałam Stryjenkę, pomimo. że mnie posądzała niesłusznie.
Wrócili Stryjostwo o 7 po południu. Stryjenka miała silny bronchis, musiała położyć się do łóżka, opowiadała, że się wypytywała o rodzinę pana Turowskiego, dowiedziała się od jednej pani z Królestwa, że to stara szlachecka rodzina, widziałam, że myślała mnie wydać za pana Turowskiego zamąż, ale nic nato nie zareagowałam.
Rodzicami Wincentego byli Jan Adam herbu Roch i Marianna Zuzanna Piąstka-Ołdakowska herbu Rawicz, obydwoje ze szlachty mazowieckiej.
Zbliżało się Boże Narodzenie, święta miały być ładne, ponieważ zima była dosyć ostra i śnieżna. Stryjenka zaprosiła pana Turowskiego na wigilję, było nas 11 osób państwo Angerman i 5 dzieci, pan Zdanowicz były ekonom u cioci Elżuni, a teraz dozorca gospodarstwa w Boguchwale, Anna Agnes Morys (1874–1958), bona, nauczycielka, przyjaciel rodziny, bona państwa Angerman, Stryjostwo, pan Turowski, Wanda j ja.
![]() |
| dzieci Klaudiusz Angerman 1906 obrazek AI |
Stryjenka posadziła mnie obok pana Turowskiego, z jakąś nieśmiałością usiadłam, byłam prawie milcząca, chociaż pan Turowski kilkukrotnie zwracał się do mnie, uważałam, że był w dobrem humorze, pani Angerman zerkała na nas przy opłatku, życzyliśmy sobie „wszystkiego najlepszego”. Po wigilii poszliśmy do saloniku. Stryjenka widocznie starała się zbliżyć mnie z panem Turowskim, ale nie zapomniała i przytem swej kontroli, po herbacie, wpadła do mego Pokoju z wielką irytacją, mówiąc „Ty znowu zaczynasz i nie dajesz spokoju, ach niegodziwa ty małpo“, stałam, jak mur i mur nie wyrzekłam ani słowa na wszystkie obelgi, wtedy przesunęła się do blisko i wzięła mnie w ramiona i wstrząsnęła mną z całej siły i w oczach Stryjenki, widziałam zły ogień, doprawdy myślałam, że będzie mnie bić i teraz nic na to wszystko nie odpowiedziałam, tylko po odejściu Stryjenki upadłam na kolana przed swym łóżkiem i gorzko płakałam, i modliłam się, aby Pan Bóg dał mi siły i razem skrócił me cierpienia. Wanda przyszła, widząc mnie spłakaną, zapytała czego płaczę, a ja jej na to powiedziałam, aby się za mnie pomodliła i tego wieczoru już nie wychodziłam z mego pokoju.
Śliczny dzień mamy, było to Narodzenie Boże, obudziłam się z silnym postanowieniem:
napisania listu do Matki Zakonu Dominikanów o przyjęcie mnie do swego
Zgromadzenia, poszłam do zwykłych swych zajęć, śniadanie zjadłam w spiżarni, wydałam
na obiad kucharzowi i miałam się ubierać do kościoła na summę, wtem nadchodzi
Stryjenka z miną niezadowoloną powiedziała „Idź do pana Turowskiego,
ponieważ oświadczył się mnie, prosząc o twoją rękę. Byłam bardzo zdziwiona,
myślałam, że pan Turowski o Wandę się stara“, zdziwiło mnie to bardzo,
byłam, jak odużona, a silny ból głowy, jeszcze bardziej się powiększył, nie chciałam
wyjść, ponieważ miałam oczy zapłakane, ale Stryjenka kazała, mówiąc, że pan
Turowski, czeka mnie w saloniku. Poszłam, idąc przez pokój jadalny, spojrzałam
w lustro, a w nim się odbiło twarz mizerna i oczy czerwone, stałam chwilkę, aby
znikły ślady łez i weszłam do salonu.
Pan Turowski ucałował moją rękę na przywitanie, mówiąc:
„Ofiarowuje Pani moje serce, szlachetność i uczciwość“.
Nic nie odpowiedziałam, tylko czułam, że rumieniec oblewa mą twarz, bladą za zwyczaj, po chwili, powiedziałam mu:
„a pan wie, że jeden palec mam krótszy, i że jestem za stara dla pana“,
Uśmiechnął się na to, mówiąc:
„nie zauważyłem, ma pani jeden paluszek krótszy, to nic“.
Prosił o odpowiedź, mówiłam, że się muszę nad tem zastanowić i prosiłam, aby poszedł do kościoła na summę, pan Turowski zapytał, czy ja będę, mówiłam, że prawdopodobnie, że nie, ucałował mą rękę i wyszłam.
Zaraz podziękowałam Panu Bogu, że mi wysłał anioła wybawiciela z tych moich cierpień, myślałam, że będę uwolniona, ubrałam się i wyszłam do obiadu bardzo spokojna. Pan Turowski również był poważny, Stryjenka bawiła rozmową. Stryjaszek także trochę odzywał się. Po obiedzie poszłam do kur, dać im poślad drobne, gorsze ziarno i odpady powstałe przy czyszczeniu zboża, wracając Wanda biegła do mnie, mówiąc, abym poszła do saloniku, tam był pan Turowski i Stryjenka, przyszłam, a Stryjenka wychodząc, powiedziała, idę nie chcę wam przeszkadzać, położę się spać.
Pan Turowski ujął mnie na rękę, ucałował, mówiąc, że moja, a ja, że jeszcze nie. „Helenko moja”, powiedziałam, że nie lubię, jak mnie kto tak nazywa, więc się spytał „jak?” Hela odpowiedziałam, chciał się dowiedzieć, aby czy będę mogła dać mu odpowiedź, mówiłam, aby zostawić to czasowi.
„Nie mów do mnie Helusiu, Pan powiedz po imieniu” i przyciągnął mnie do siebie i chcąc ucałować: wstałam raptownie mówiąc: że
wyjdę z pokoju, jeżeli się pan nie będzie spokojnie zachowywał“.
Przeprosił mnie całując w rękę, radość w oczach i
zadowolenie malowało się na jego twarzy. Siedzieliśmy tak z pół godziny, aż
przyszła Stryjenka i była zdziwiona, zastając nas razem, wstałam i zająć się
podwieczorkiem.
Na drugi dzień Bożego Narodzenia, po obiedzie pan Turowski zaproponował
przejście po ogrodzie, ale nikt na tą propozycję się nie zgodził, więc
poszliśmy we dwoje do ogrodu tak zwanego Włoskiego regularne, geometryczne założenie, zwykle z tarasami, osiami widokowymi, kwaterami, szpalerami i elementami wodnymi, w Boguchwale barokowe ogrody tarasowe, śniegu było dużo i bramka
zamknięta, zobaczyłam Gienia, syna ogrodnika i kazałam, otworzył furtkę, ale ku
memu niezadowoleniu, widzę, że sam Wojciech, idzie z kluczami i z ciekawością
patrzy, to na mnie, to na pan Turowskiego, krępowała mnie ta obserwacja, prosiłam
Wojciecha, aby furtkę zostawił otwartą, oddalił się, zostaliśmy sami, szliśmy
aleją, z jednej były bzy, z drugiej szpaler kratenowy szpaler na kracie / konstrukcji kratowej (trejażu), czyli rośliny prowadzone przy drewnianej lub metalowej podporze, przykryty śniegiem, aż się uginał pod tym ciężarem.
W ogrodach dworskich Galicji takie konstrukcje stosowano przede wszystkim do:
- prowadzenia drzew owocowych - zwłaszcza jabłoni i grusz;
- prowadzenia winorośli;
- tworzenia zielonych ścian i przegród w ogrodzie;
- wyznaczania osi i kwater w ogrodzie regularnym.
Pan Turowski mówił, że po świętach jedzie do Krakowa, tam ma się zjechać z kolegą Popielem i będę oboje odprawiać rekolekcje. Obiecał, że z Krakowa napisze, wróciliśmy ze spaceru na podwieczorek już był na stole.
Eustachy Paweł Wacław Konstanty (1875 - 1936)
Widziałam niezadowolenie Stryjenki, że za długi był ten spacer. Na zajutrz pan Turowski przy pożegnaniu, ucałował mnie rękę bardzo serdecznie, mówiąc, przy uścisku „moja rączka”. Nic na to nie odpowiedziałam, tylko życzyłam wesołej zabawy w Krakowie.
Tydzień minął po wyjeździe pana Turowskiego, znowu nastały dla mnie dni smutne. Zaczęło się rozgryzać i posądzać charakter, usposobienie pana Turowskiego, najbardziej roztrząsała Stryjenka, doprawdy sama nie miałam zaufania do pana Turowskiego, a najważniejsze, że nie miałam żadnych uczuć sympatyi do niego….


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.