Z dworca wróciłem z bólem głowy i długo nie mogłem zasnąć. Wstałem o 8-ej i policzyłem posiadaną gotówkę - znalazłem we wszystkich kieszeniach, portmonetce i portfelu 20 marek 70 fenigów. Z takim ogromnym kapitałem nie mogę myśleć o śniadaniu i muszę zadowolić się kawałkiem sera i bułki, które pozostały od wczorajszego obiadu. Wyszedłem na miasto, kupiłem za ostatnie 20 marek papierosów i skierowałem się do Ujazdowskiego Szpitala, mającego nadzieję otrzymać gotówkę i załatwić sprawę wysłania mnie na front, ale nie załatwiłem ni tego, ni drugiego.
![]() |
| Mapa poglądowa Warszawy AI |
Ze szpitala poszedłem na Nowy Świat, aby się spotkać z mechanikiem z Kaszperówki, projektując dostać u niego paręset marek do jutra. Mechanika nie spotkałem i zmęczony od głodu i upału powróciłem do domu i z rozpaczy położyłem się spać. O godzinie 16-ej, pędzony głodem, poszedłem do kuzyna Edwarda Kosteckiego, mając nadzieję, iż zostanę zaproszony choć na herbatę, ale kuzyn jeszcze nie powrócił do Warszawy. Nie zaspokoiwszy głodu, powróciłem do mieszkania, gdzie znalazłem kawałek jakiejś suchej bułki i zjadłem zamiast obiadu. Wieczorem poszedłem szukać znajomych z Kalniku, aby u kogo kolwiek z nich wypić herbaty, ale pod posiadanemi adresami ani Osińskich, ani Lewickich nie znalazłem i wróciłem do domu jeszcze więcej głodnym. Jutro mam nadzieję odebrać od p. Colbé gotówkę, a do jutra muszę zaciągać pasa. Tak, niestety, zawsze bywa temu, kto robi dla bliźnich za dużo. Bezemnie Colbé umarłby z głodu i nie miał mieszkania - straciłem na niego przeszło 4.000 marek, a teraz sam muszę głodować i czekać, kiedy on raczy wysłać mi gotówkę. A co zrobił dla mnie Colbé. Nic, bo do wojska wstąpiłem bez jego pomocy i kupiłem co mi niezbędne też bez niego, ale lubię go i nie żałuję, że cierpię przez niego. Warszawa wpędzi mnie do grobu - gorąco, duszno, tęskno, niema pracy. Kiedy już mnie wyślą na front, kiedy znów będę poza miastem, a po drodze na front wstąpię do Tarnopola, zobaczyć się z moimi najdroższemi.
4. VII. 20. Warszawa.
Wczoraj późnym wieczorem gospodyni, czy jak ja nazywałem Colbé "babcia", zaproponowała mi szklankę czarnej kawy z kawałkiem bułki, które z przyjemnością połknąłem. Wczoraj dopaliłem papierosy, a dziś już zbieram niedopałki i przychodzę do przekonania, iż zamiatanie podłogi jest złym zwyczajem. O godz. 10-ej byłem u mechanika, pod adresem którego miał Colbé wysłać pieniądze, ale pieniędzy jeszcze nie było. W ogromnym mieście bez grosza i bez znajomych zupełnie. Głupia sytuacja. No, no... w takiej jeszcze nie byłem. Co będę robił jeśli Colbé nie wyśle pieniędzy lub p. Bojerski schowa je do swej kieszeni, mówiąc mi, że nie odbierał gotówki. Głupstwa łażą do głowy z braku papierosów i od głodu, oraz nie bardzo wyraźnej przyszłości. Za mieszkanie nie zapłacono, dwa dni nie jadłem, dzień nie paliłem. Ale żarty, żartami, a co mam robić jeśli nie dostanę dziś gotówki. Wstyd wyjść na ulicę, bo dziś jakieś amerykańskie święto i kwesta na ulicach, a ja, nie zważając na mundur polskiego oficera, muszę odmawiać się od wszystkich znaczków, bo nie mam ani feniga ni dla przyjaciół-amerykanów, ni dla siebie. Posiedzę w domu do 14-ej, a później pójdę do Bojerskiego znów.Wojciech Bojerski był związany z warszawskim środowiskiem właścicieli nieruchomości. Kto wie ilu nas jest takich rozbitków rewolucji bolszewickiej, którzy wyjechali z Bolszewii tak jak stali. Wstąpiłem do wojska ochotnikiem bez grosza, a dostałem od Rządu tylko tyle, że wystarczyło mi na ubranie. Co robić, jak żyć. Et, byłem i na wozie i pod wozem i jeszcze żyję, a będę żyć, to będą i marki.
O godz. 11-ej odebrałem z Ujazdowskiego Szpitala rozkaz stawić się natychmiast do Szefa Sanitarnego D.O.G. Warszawa celem otrzymania przydziału. Poszedłem i dostałem przydział do tak zw. samodzielnego oddziału 132 p. walczy m.in. nad Styrem i pod Kowlem; wcielony jako uzupełnienie do oddziałów 7 DP Oddział narazie formował się na Pradze i musiał 5-go lub 6-go wyruszyć w pole. I tak znów na wojenkę, znów życie pełne niebezpieczeństw, ale pełne wrażeń i poznawania ludzi. Na wojnie, w obliczu śmierci najlepiej poznaje się człowieka, bo tu on jest sam sobą i nie nosi maski. Przypuszczalnie mamy iść na front ukraiński. Oddział, do którego zostałem przydzielony, przedstawia sobą mieszaninę piechoty i kawalerji, nazywa się baonem, ma zadanie partyzanckie, oraz piechoty - nie pies, nie wydra. Prawdopodobnie będziemy wykonywać i zadania partyzanckie i zapychać różne dziury w rozlokowaniu piechoty. Zobaczymy co będzie w polu. Musiałem udać się do oddziału, ale Praga dość daleko, a tramwaj... niema marek. Postanowiłem ponownie udać się do Bojerskiego celem poinformowania się o gotówce, ale Bojerski pocieszył mnie, że dziś święto i z tej racji poczta nie czynna i jeśli nawet jest gotówka, to odebrać ją nie sposób. Po powrocie do domu mało nie zemdlałem z głodu tak strasznie czułem się osłabionym. Głód ostatecznie doprowadził mnie do tego, że musiałem oddać gospodyni obrączkę, prosząc ją o 200 marek, ale dała mi tylko 100. Będąc, jak na tamten ciężki dla mnie czas, bogatym, wypiłem kawy, zjadłem obiad, kupiłem papierosów i gazetę i czując się bardzo dobrze po obiedzie, wróciłem do domu Nowym Światem i Marszałkowską, wstępując po drodze na Hożą do Edwarda, ale znów go nie zastałem w domu, natomiast dowiedziałem się od lokatora Edwarda, że w Warszawie mieszka matka Edwarda, a moja ciotka. Pod wskazanym adresem znalazłem ciotkę Paulinkę, siostrę mojej matki.
![]() |
| Poglądowe drzewo genealogiczne AI |
Ciotka mnie nie poznała, nie poznałem ja też. Wieczór spędziłem u ciotki, która była bardzo zadowolona z mego przyjścia. Na jutro zostałem zaproszony na obiad i otrzymałem propozycję zamieszkania u niej, co bezwarunkowo zrobię, jeśli zostanę parę dni w Warszawie. Nie pamiętam ciotki, ale wygląda na lat 40, choć mówi, że ma 60. Jeśli jutro dostanę gotówkę, to zapłacę gospodyni i przeniosę się do ciotki.
5. VII. 20. Warszawa.
Rano poszedłem do szpitala, gdzie otrzymałem papiery z Komisji Gospodarczej. W kancelarjach wojskowych człowiek traci moc czasu - otrzymać jakiś głupi papierek, w dodatku już przygotowany, trzeba stracić parę godzin. Miałem nadzieję dostać w szpitalu choć paręset marek, ale... poczuć wszelką nadzieję wchodzący tu. Poszedłem do Bojerskiego i też bez rezultatu. Postanowiłem sprzedać cywilne ubranie. Za palto żyd dawał 500 marek, a za garnitur nic. Drugi żyd dawał za garnitur 1500 marek, a palta nie chciał brać. Jeśli by udało się sprzedać wszystko cywilne, wtenczas mógłbym kupić sobie bieliznę, bo bez bielizny być niesposób. O ile żydzi nie kupią, poniosę na N-Świat 59-51 znajdowały się tam punkty rzemieślnicze i handlowe, kasa biletowa do „Qui Pro Quo” czy „Czarny Kot” i może tam sprzedam, a jeśli nie sprzedam, to już i nie wiem co mam robić. Do tego nie wystarcza jeszcze, aby Colbé nie przekazał pieniędzy. Byłem na N-Świecie, ale bez skutku, zachodziłem do Bojerskiego i też nic nie dostałem. Z powodu tego wszystkiego nie mogłem przenieść się do ciotki, bo mieszkanie nie zapłacone i obrączka nie wykupiona. Ale to jeszcze wszystko nic - gorsze to, że nie mając pieniędzy nie mogę pojechać do oddziału, a on może wyruszyć i wtenczas nie będę wiedział gdzie go szukać. Zaczynam bać się, ze Colbé wogóle nie wyśle mi pieniędzy. Dobrze jeszcze, że ciotka zaprasza mnie na obiady. Na obiedzie u ciotki poznałem tego pana, który wskazał mi adres ciotki. Jest to mój daleki kuzyn, Leon Szymański, sympatyczny i dobry chłop. Po obiedzie poszedłem do Bojerskiego, ale pieniędzy nie odebrałem, bo ich... niema jeszcze. Od Bojerskiego powróciłem do ciotki i tam spędziłem wolny wieczór. Ciotka proponowała mi wziąć u niej walizkę na rzeczy, ale mając walizkę, trzeba mieć co w nią włożyć, a tego "co" zupełnie nie posiadałem. U ciotki siedziałem dość długo, bo była burza i lał deszcz. Namawiała mnie ciotka przenocować u niej, ale wymówiłem się pod pretekstem, że mogą mnie zawezwać w nocy do oddziału, ale faktycznie bałem się swą czystą bielizną pobrudzić prześcieradło.
6. VII. 20. Warszawa.
Dzisiejszy dzień rozpocząłem nieźle - sprzedałem ciemne spodnie za 100 marek. Jeśli da Bóg sprzedać biały garnitur za 1200 marek, to już wtenczas wszystko będzie dobrze. Trzeba napisać dziś list do Kati.
"Droga Katiuszo. Warunki tak fatalnie układają się, że prawdopodobnie nie będę mógł wpaść do Was, jadąc na front. Przydział dostałem do partyzanckiego oddziału, który może nawet dziś jeszcze wyruszy w pole, ale nie wiadomo w jakim kierunku. Zawdzięczając p. Colbé jestem w głupiej sytuacji: mieszkał on w Warszawie i w drodze do Warszawy na moje konto i wyjeżdżając został mi winien więcej niż 4.000 marek, które obiecał nadesłać telegraficznie z Piotrkowa w sobotę, ale jest już wtorek, a pieniędzy niema. Muszę zameldować się w oddziale, a niemam nawet na rękawiczki; nie palę już parę dni i jeślibym nie wyszukał ciotki, to i nie jadłbym. Ciotka stale zaprasza mnie na obiady i wogóle opiekuje się mną, ale pieniędzy u niej prosić nie chcę, bo jak by to wyglądało, że natychmiast po wstąpieniu do wojska niemam pieniędzy - albo przehulałem, albo Rząd nie kwapi się z płaceniem należności oficerom: nie chcę wystawiać siebie lub Rząd na rozmaite domysły i wolę przecierpieć brak gotówki, choć jest mi to ciężko, bo dotychczas, jak wiesz, nigdy nie odczuwałem braku gotówki i nie wiedziałem jak to można być bez dostatecznej ilości pieniędzy. Naogół jestem w takiej sytuacji, w jakiej jeszcze nigdy nie byłem: chodzę brudny, nieogolony, a zawdzięczając tylko temu, że dałem możność p. Colbé wyjechać z Ukrainy i istnieć w Warszawie. Nie myśl jednak, że mam mu za zło lub żałuję, że dopomogłem mu - nic podobnego, ponieważ jestem pewnym, iż on tak samo dopomógłby mi wyjechać z raju bolszewickiego. Oprócz przyjaźni i żalu, że go niema ze mną, nic do niego nie czuję. Tak czy inaczej, ale jestem przydzielony do oddziału i muszę jechać t.j. muszę zdobyć gotówkę.
Adres mój: Czynna Armja. Samodzielny baon 132 p. Por-lek. Kosiński Andrzej. A teraz taka sprawa: Ciocia prosiła napisać Ci, że jeśli będzie trzeba Tobie wyjechać z Tarnopola, to żebyś jechała do Warszawy do ciotki, co bezwarunkowo i zrób, bo na mnie nie licz, ponieważ mogę być bardzo daleko od Tarnopola i dopomóc Ci nie będę mógł.
Adres ciotki: Warszawa Hoża 34 m. 11. Paulina Kostecka. Pisać do niej możesz w rosyjskim języku, dopóki nauczysz się po polsku - mam nadzieję, że obecnie już z musu będziesz uczyć się po polsku, choć przy dobrych chęciach dawno mogłabyś władać dobrze językiem polskim. Mówię "pisać", bo ciotka wzięła u mnie twój adres i napisze do Ciebie, ale warto, abyś, nie czekając na list od niej, napisała sama, choć parę słów dziękując za zaproszenie".
![]() |
| Mapa poglądowa AI |
7. VII. 20. Warszawa.
Wczoraj rozpocząłem pisać list do Kati, ale nie skończyłem go, bo moje sprawy zupełnie stoją źle. Wczoraj poszedłem do oddziału, zameldowałem się kpt. Marszałkowi Maksymilian Jan Marszałek i dowiedziałem się, iż oddział nic nie posiada z działu sanitarnego. Telefonowałem do Szefa Sanitarnego i dostałem polecenie przyjechać po odebranie materjałów sanitarnych. Pojechałem, ale nie otrzymałem, ponieważ Składnica już wszystko wysłała do oddziału. Jakiś kpt. w Szefostwie zbeształ mnie za nieodebranie dotychczas materjału sanitarnego, ale czyż jestem winien, jeśli mi nikt i nic nie powiedział w tej sprawie, a z wojska rosyjskiego jestem przyzwyczajony, że lekarz, obejmując stanowisko, ma już wszystko gotowe. Podczas rozjazdów moich do Szefostwa i Składnicy oddział nagle wyszedł do Zegrza celem ćwiczenia się do wagonów i ujeżdżania na front. Wypiąłem na wiedeński dworzec poinformować się co do pociągu do Zegrza, ale dowiedziałem się, że z głównego dworca pociągi tylko jeden pociąg i ten już poszedł, a inne idą z dworca Kowelskiego. Na Kowelskim dworcu poinformowano mnie, iż jest pociąg o 17 m. 40. Miałem wrażenie, że już nie złapię w Zegrzu swego oddziału i będę zmuszony go szukać na froncie. Wyjechałem wieczorem z Warszawy w takich warunkach: pieniędzy od Colbégo nie dostałem, ale Bojerski, który mnie prawie nie znał, po długich i ciężkich namysłaniach się dał mi 1000 marek i z nimi ruszyłem w świat. Zostawiłem mu za te 1000 marek kwit na złoty zegarek, który był w naprawie, i nadzieję na odebranie pieniędzy od Colbé. Zapłaciłem za mieszkanie, odebrałem obrączkę, pożegnałem ciotkę i wyjechałem do Zegrza.
![]() |
| Mapa poglądowa AI |







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.