września 12, 2026

Wystawa demonstracyjna narzędzi rolniczych - Boguchwała 17.08.1905

← Część 8   |   Spis treści   |   Część 9   |   Część 10

Pamiętniki Heleny uzupełnione są o linki do życiorysów wymienionych w nim osób, zdjęcia osób i miejsc, oraz moje komentarze, te zapisane są kursywą. Dotyczą okresu 25.01.1900 – 01.11.1906, zachowuję oryginalny język, gramatykę czy styl.  

Helena nie może doczekać się pełnoletności, by wstąpić do klasztoru,czy jej plany ulegną zmianie po poznaniu inżyniera Wincentego  Turowskiego? 

27 grudnia 1913 r.

Już bardzo dawno nie pisałam pamiętnika, a powodem były różne przejścia....

Po odprawieniu kowalki zajęłam się całem gospodarstwem t.j codzień wstawałam o 3 rano i byłam przy doju, karmieniu cieląt i trzody potem chodziłam do drobiu, wydawanie czeladzi, a następnie kucharzowi i tak zajęta cały dzień czas mi schodził prędko, ale zawsze podejrzliwość Stryjenki w końcu przychodziła granicy. Po całodziennej pracy, wieczorem zawsze dostawałam za swoje i w końcu postanowiłam nic się nie odzywać i prosiłam Boga o cierpliwość przy wieczornym pacierzu, klęczałam nieraz godzinami, a z oczu lały się strumieniem gorzkie łzy sieroce, które nie znalazły ukojenia i spokój jedynie znajdowałam w modlitwie...

I tak upokorzona i posądzana nie winnie, postanowiłam wstąpić do klasztoru Dominikanek. Pisałam do Matki przełożonej, odpisała z zapytaniem czy dobrowolnie mam zamiar wstąpić czy też moi Opiekunowie nic nie będą mieli przeciwko temu. Odpisałam odpowiedź dostałam zadowalającą t.j. Przełożona Zgromadzenia obiecała wysłać konie na stację Dębica, jeżeli mam silne postanowienie. Zabłysła mi ta myśl, już prawie byłam gotowa do wyjazdu, ale silne zapalenie płuc u Stryjenki wstrzymało mnie, a przytem wiek mój na to nie pozwalał, trudno trzeba było czekać pełnoletności...

Kiedy kobieta uzyskiwała pełnoletność?

Zabór Obowiązujące prawo Pełnoletność Kobieta
Rosyjski prawo rosyjskie 21 lat zasadniczo 21 lat
Pruski Bürgerliches Gesetzbuch (BGB) 21 lat 21 lat
Austriacki Allgemeines Bürgerliches Gesetzbuch (ABGB) 24 lata 24 lata

Ważne zastrzeżenie

Pełnoletność nie oznaczała wówczas pełnej niezależności kobiety. Nawet po osiągnięciu odpowiedniego wieku kobieta zamężna mogła mieć ograniczoną zdolność do samodzielnego podejmowania niektórych czynności prawnych, zależnie od zaboru i konkretnej sytuacji.

Helena urodziła się 02.09 1881 , czyli pełnoletniość osiągnęła 02.09.1905 roku, ponieważ Boguchwała w powiecie rzeszowskim, znajdowała się na terenie zaboru austriackiego. 

 

Stryjenkę pielęgnowałam bardzo starannie i żal mi było patrzeć na jej cierpienia, w nocy nie odstępowałam od łóżka. Po dwóch tygodniach nastąpiło polepszenie i znowu zaczęły się dla mnie dnie ciężkie, znów oczy Stryjenki śledziły mnie każdy mój ruch, każde moje wyjście z domu i powrót...

Przy obiedzie Stryjenka zaangażowała nowinę t.j, że na drugi dzień miał przyjechać jeden pan do kontroli mleka. Wieczorem czułam dreszcze i silny ból głowy na drugi dzień wstałam i poszłam do stajni, ale po doju uczułam jeszcze silniejsze dreszcz i położyłam się do łóżka, czułam, że mam gorączkę, posłano po dr. Biesiadeckiego. 

 

źródło

Jan Antoni Biesiadecki herbu Prus urodził się 18 czerwca 1837 r. w Sieklówce, w powiecie jasielskim. Studiował medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim, uzyskał stopień doktora medycyny w 1862 r.

Kazał się leżeć i zapisał lekarstwo na ból głowy. Stryjenka oznajmiła dr. Biesiadeckiego o przyjeździe nowego gościa, a Biesiadecki zapytał czy to kawaler? ale się nie dowiedział, ponieważ Stryjenka i sama nie wiedziała. Rzeczywiście wyglądany gość zawitał, a dopiero co wstałam po influencyi, wyglądałam mizernie. Stryjenka była w swojem żywiole rozmawiała dużo z panem Turowskim, tak się nazywał nowy gość, a ja w czasie obiadu byłam prawie milcząca, gdyż oczy Stryjenki, niby nieznacznie, ale zawsze śledziły każdy mój ruch i każde spojrzenie, co ogromnie krępowało, więc oczy spuszczałam na swój talerz. W końcu obiad dla mnie tak uciążliwy się kończył. Stryjenka i pan Turowski poszli do saloniku, ja zaś do piwnicy wydawać kartofle dla czeladzi i karmić cielęta. 

Wincenty Turowski archiwum prywatne
 

Było to w marcu 1905 roku, jak pan Turowski przyjechał do Boguchwały, Stryjenka po rozmowie z panem Turowskim przyszła do mojego pokoju, powiedziała, że ten pan Turowski to jest bardzo inteligentny chłopak i żebym tam poszła, nie zgodziłam się, wieczorem również przy kolacyi siedziałam z głową spuszczoną, bo oczy Stryjenki niby niechcąco , ale zawsze mnie prześladowały, po kolacyi była awantura już zapewne znana, temu, co czyta te kartki, stałam jak mur, nie wyrzekłam ani słówka usprawiedliwienia, czułam, że to na nic się przydawało, tylko jeszcze bardziej drażniło Stryjenkę.

Na drugi dzień pan Turowski wstał rano i był przy doju krów, asystowałam, chociaż ja zaś byłam okropnie przygnębiona  i już w myśli postanowiłam nie być przy stole w czasie obiadu, ale Stryjenka obruszyła się na to i powiedziała dlaczego nie możesz być sobą, tylko jesteś taka nienaturalna zawsze, udajesz, że nie zwracasz uwagi na Stryjaszka, ale ukradkiem spoglądasz - nic się nie odezwałam obiad był prawie milczący, tylko Stryjenka rozmawiała dużo z panem Turowskim, rozpytywała skąd jest,  czy ma rodzeństwo…

O trzeciej po południu pan Turowski odjechał, pożegnałam go i cieszyłam się, że wspólne obiady się skończyły t.j. ja zwykle jadałam w moim pokoju lub spiżarni.  Walenty lokaj nieraz upominał, że panienka nigdy nie zje gorącego, tylko zawsze zimne. Poczciwy sługa nieraz był świadkiem prześladowań Stryjenki.

Wieczorem po podwieczorku Stryjenka zaczęła otwarcie opowiadać panu Turowskiemu o mych zamiarach wstąpienia do klasztoru.  Stryjenka przy rozmowie odebrała telegram, poszła do kancelarii podpisać recepię receptio, czyli potwierdzenie odbioru, a ja z panem Turowskim zostaliśmy sami, wtedy pan Turowski zapytał mnie, czy to prawda, że chcę wstąpić do klasztoru, powiedziałam, że już dawno mierzę się z tą myślą i weszłam do kancelarii nie chcąc zostać sam na sam…

Na drugi dzień rano przy śniadaniu pana Turowskiego zapytałam, czy chodzi do kościoła w Rzeszowie i jak się tam zabawia, odpowiedział mi, że nigdzie nie bywa. Po śniadaniu o 8 rano odjechał, przy pożegnaniu silnie mi uścisnął za rękę - Stryjenka zapytała, czy rozmawiałam z panem Turowskim „Pewno jakieś głupstwo powiedziałaś”, milczałam i znów poszłam do swych zajęć i sceny się na nowo zaczęły powtarzać.

Czułam, że nie wytrwam, że trzeba raz wyjechać, ale nie byłam pełnoletnią osobą, nie mogłam rozporządzać. Chwilami po dwa dni miałam ból głowy, czułam, że zaraz dostanę pomieszania zmysłów.

Zbliżała się wiosna, śniegu już prawie nie było, ptaszki śpiewały coraz radośniej, pączki na drzewach zieleniały i wszystko wokoło zdawałoby się, że miało wygląd świąteczny, ale nic mnie już nie cieszyło, ciągły ból w sercu i gorycz, za nieusprawiedliwe zachowanie Stryjenki ,nie mogłam myśleć spokojnie i zachwycać się majowymi dniami i wieczorami.

 „Dlaczego nie jesteś sobą, tylko chodzisz jak panna respektowa” powiedziała raz Stryjenka. „Dlaczego Wanda jest inna?” (Wanda była już na wakacjach w Boguchwale) Stryjaszek z nią rozmawia. Ach cóż mogłam na to powiedzieć, milczeniem zbyłam nowe zarzuty…

Wanda też była prawym oczkiem Stryjenki. Kazano mnie czesać Wandę, ta się kręciła i grymasiła, dokuczała mnie, widząc, że nie dam z nią rady, poszłam do Stryjenki, zgromiła ją z lekka, tak widziałam i czułam. Wandy niechęć do mnie, a przytem i posądzenia trwały raczej, szły swoim trybem. W końcu i Wanda zaczęła stronić ode mnie, zwracała się do mnie w razie potrzeby t.j. o klucze do kredensu, albo z jakimiś zleceniami od Stryjenki co do gospodarstwa, postępowała jak z jakąś szafiarką służącą odpowiedzialną za garderobę państwa: przechowywanie sukien, bielizny, kapeluszy itp.: przy stole Wanda siadała obok Stryjenki i najpierw Walenty podawał jej półmiski - ja dostawałam na końcu.  Znosiłam wszystko z pokorą pozornie, ale w sercu miałam powolny żal do Stryjenki za to, że Wanda, dała powód do ignorowania mnie i wtajemniczyła ją co do mego postępowania. I cóż miałam siostrę, ale czułam że ona jest dla mnie obcą, zgodziłam się i przez to czułam się bardziej nieszczęśliwa, tylko w modlitwie znajdowałam ukojenie.

Pan Turowski przyjechał o 10, a rannym pociągiem przyjechała pani Kwapińska z córką Helą Helena Weronika ur.1886 w Bóbrka, która starała się o posadę nauczycielki w Boguchwale.

 

źródło

Pani Kwapińska była żoną nafciarza Józefa Kwapińskiego , który był nad kierownikiem Stryjaszka. 

Około 1896 r. stanowisko kierownika objął Józef Kwapiński, aż do jego śmierci w 1909 r. 

Stryjostwo mieszkali w Bóbrce (kopalnia naftowa). Panna Kwapińska była wyraźnie ożywiona przy obiedzie. Widziałam jak Hela, tak było na imię pani Kwapińskiej kilkakrotnie spoglądała na pana Turowskiego, ja zaś byłam milczącą i chciałam, żeby obiad się kończył jak najprędzej, po obiedzie poszłam, jak zwykle do piwnicy, wydawać czeladzi kartofle, kapustę, a potem wzięłam koc i poszłam po jabłko.  Pan Turowski był u siebie w pokoju, Stryjenka po powrocie moim z piwnicy, przyszła do mego pokoju i powiedziała, że umyślnie się kręcę koło okna, aby pan Turowski widział,"jaka ty gospodarna" "i nawet na gumno chodziłam wydawać poślad i ordy", odrzekłam, ale nic nie wspominałam, że spotkałam pana Turowskiego, bo by wywołałaby zgorszenie Stryjenki.

„Chodziłam na gumno (miejsce w folwarku, gdzie zajmowano się zbożem), żeby wydawać robotnikom zboże - poślad oraz ordynarię (wynagrodzenie w naturze).”

Czyli Helena prawdopodobnie zajmowała się praktycznym rozdzielaniem należności dla ludzi pracujących w majątku.

Panie Kwapińskie odjechały, zapytałam pana Turowskiego, jak mu się podobała panna Kwapińska, odrzekł, a taka sobie panienka, Stryjenka zaczęła ją wychwalać wyszukiwać jej zalety, domyśliłam się, iż to było zrobione celowo, abym zaczęła się przypodobać panu Turowskiemu.

Wieczorem siedziałam jak zwykle sama w pokoju z robotą, w tem Wanda przychodzi mówiąc: „Stryjenka ma dla Ciebie interes”, ja czułam, że nie może do mnie mieć żadnego, więc powiedziałam, że nie pójdę, przyszła Wanda powtórnie, poszłam, ale z niechęcią, Stryjenka kazała mnie siedzieć przy stole. Właśnie była rozmowa o moim wyjeździe do Krakowa (cierpiałam na żołądek i wybierałam się na poradę profesora Jaworskiego do Krakowa) „Widzisz Helu!, jak to dobrze się skada pan Turowski, jedzie także do Krakowa (powiedziała Stryjenka), więc może ciebie odprowadzić do profesora Jaworskiego“, podziękowałam za grzeczność inżynierowi Turowskiemu, ale odmówiłam.

Umówiłam się z panią Kwapińską, powiedziałam jej, że kolej nie będzie jej kosztowała, chętnie się zgodziła. Wyjechałyśmy rano o 8 z Boguchwały, byliśmy cały dzień, a wieczorem o 11g15m byłyśmy z powrotem dowiozłam Helę do jej mieszkania, jadąc sama myślałam, dla czego pan Turowski nie wyszedł na stację, przecież, zapytywał mnie o której godzinie wyjadę, ale w Rzeszowie, czekając na pociąg nigdzie go nie widziałam.

Pan Turowski przyjeżdżał dwa razy w miesiącu uważałam, że się ożywiał przy bytności mojej, ja zaś nie zwracałam na to uwagi.

W lecie Stryjostwo wyjechali do Reichenhall  Bad Reichenhall (w Bawaryi). Jeszcze więcej miałam kłopotu zajęcia w gospodarstwie. Wanda mnie trochę pomagała. W Boguchwale miała być próba narzędzi rolniczych 17.08.1905, dużo było obywateli, a także był i pan Turowski, przyjęcie, obiad był w stacyi, musiałam dobrze myśleć o wszystkim, było 30 osób, obiad trzeba było posłać na stację, do 1 godziny siedziałam z Wandą i robiłam kanapki. 

 

źródło

Boguchwała była jednym z miejsc, do których docierali instruktorzy rolniczy, prowadząc praktyczne wykłady dotyczące m.in. właściwej uprawy ziemi i stosowania wypróbowanych narzędzi (na podstawie Towarzystwa Kółek Rolniczych z 1905 r.)

Wanda bez Stryjenki była o wiele grzeczniejsza prawie mnie nie dokuczała, tylko zawsze chciała mnie robić głupią w obce służby. Ustępowałam, jak mogłam, 10g11m mieli się zjechać. Obiad wyekspedycjowałam na stację, a sama poszłam do swych zwykłych zajęć, koło 5 wieczór przyszli pan Angerman i pan Turowski, przywitałam bardzo obojętnie, a potem idąc do stacji spotkałam na gazonie pana Turowskiego rozmawiającego z Chmielarzem. 

 

źródło

Podeszłam zapytując, kiedy odjeżdża, powiedział, pójdzie pieszo do Rzeszowa, zaczęłam zapraszać z lekka, aby został i pojedzie wieczorem: wielkie zadowolenie malowało się na twarzy pana Turowskiego, serdecznie uścisnął mnie za rękę, zarumieniona odeszłam. W duszy i w sercu wiedziałam, że obchodzę go więcej niż zwykła znajoma, ale rozumowałam, że inaczej nie mogłam postąpić, więc myślałam nad kolacyą. Poprosiłam pana Angermana, aby nie być samej z Wandą, rozmawiałyśmy o dzisiejszym przyjęciu i zjeździe, pan Turowski był w dobrym humorze, a w pół do 10 odjechał do Rzeszowa.

Stryjostwo mieli wracać za tydzień, porządkowałam wszędzie, gdzie tylko mogłam, aż wchodzi Walenty i zapytuje, czy można prosić pana Turowskiego i jeszcze mojego zakłopotanie, powiedziałam Walentemu, aby oznajmił, iż nie ma Stryjostwa w domu, to nie pomagało, pan Turowski, odpowiedział, że chce się ze mną widzieć, rozgniewała mnie ta natarczywość, posłałam po pana Angermana, kazałam nakryć do stołu, ponieważ to był czas podwieczorku, kazałam prosić, a sama nie wyszłam. Z opowiadania Walentego, dowiedziałam się, że weszli do pokoju średniego,
ale nie widząc nikogo wyszli i jak się dowiedziałam później to przełazili przez płot, ponieważ brama była zamknięta. Niefortunna wizyta pana Turowskiego i jak się dowiedziałam jego kolegi Marcelego Heggenberga długo pozostała mi w pamięci.

 

Marceli Heggenberg archiwum prywatne

Do Marcelego powracam w pamiętnikach babci Iry

źródło

 

 

 

← Część 8   |   Spis treści   |   Część 9   |   Część 10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.