września 10, 2026

Zenon Suszycki kupuje majątek w Boguchwale w 1901 roku.

← Część 7   |   Spis treści   |   Część 8   |   Część 9

Pamiętniki Heleny uzupełnione są o linki do życiorysów wymienionych w nim osób, zdjęcia osób i miejsc, oraz moje komentarze, te zapisane są kursywą. Dotyczą okresu 25.01.1900 – 01.11.1906, zachowuję oryginalny język, gramatykę czy styl.  

Po śmierci ojca Adama, do stryjostwa Suszyckich dołącza druga dziewczynka, dziesięcioletnia Wanda. Czy duża różnica wieku pomiędzy dziewczynkami ma wpływ na ich relacje? Jak stryjenka przyjmie to nowe wyzwanie?

7 lutego 1912

Dojechaliśmy do Jasła, Stryjenka cieszyła się, że już wracamy do domu. Na dworcu Jasielskiem oczekiwali Angermanowie z Miśkiem, biedna psina skowyczała i piszczała z radości....

Stryjenka odebrała list od pani Kwapińskiej Agnieszki u której siostra moja dziesięcioletnia Wanda, była na wakacyach w czasie naszego wyjazdu za granicę. Odzywała się o niej w tym liście jak najlepiej wychwalając, że to jest bardzo dobre dziecko, oznajmiła, że córka jej Kamila Kamila Maria jadąc do Krakowa, odwiezie Wandę do Jasła i prosiła, by ktoś wyszedł na kolej…

Stryjenka i ja poszłyśmy same pieszo, ponieważ był ładny czas. Za pięć minut pociąg miał przyjść, Stryjenka była bardzo zadowolona z listu pani Kwapińskiej i powiedziała do mnie „Może z Wandą nie będę miała tyle kłopotu i nie doznam od niej to takich przykrości”...
Nic na to nie odpowiedziałam...

Pociąg już stał na stacji. Z wagonu III klasy wysiadła Wanda ubrana w czarną suknię i czarną marynarkę opasana krepą (Po Ojcu nosiłyśmy żałobę). Włosy miała karbowane naturalnie uczesane w dwa warkocze, które spadały poniżej pasa. Z twarzy przypominała mnie zupełnie Matkę. Małe czółko, nos równy, oczy duże, szare miały wejrzenie nie miłe.

Stryjenka ucałowała ją serdecznie, mnie zaś Wanda przywitała chłodno. Wsiadłyśmy do fijakra. Stryjenka rozpytywała się troskliwie, czy nie jest znużona i jak się miewają państwo Kwapińscy. Ja siedziałam spokojnie i nic się nie odzywałam, smutno mi się zrobiło, bo czułam, że Stryjenka inaczej odnosiła się do Wandy: mówiła tonem miękkim i dobrym, z prawdziwą lubością oglądała ją całą; podziwiała jej ładne włosy i nawet zrobiła uwagę, że żałoba jej do twarzy. Rumieniec zadowolenia wystąpił na twarzy Wandy, spojrzała na mnie, ale ja udałam, że nie słyszałam słów Stryjenki...

Przy obiedzie Stryjenka wskazała Wandzi miejsce obok siebie. tj. na moim miejscu ja usiadłam obok niej. Przy stole Stryjostwo zwracali się tylko do Wandy, ja zaś siedziałam milcząca i myślałam, żeby to ten obiad już się skończył. Czułam kilka razy wzrok Wandy, ciekawie spoglądała na mnie i Stryjaszka.


Po obiedzie poszłam do swego pokoju, szyłam sobie żałobną sukienkę. Stryjenka zabrała Wandę do salonu i rozmawiały obydwie bardzo przyjaźnie...

Wieczorem idąc spać zapytałam Wandę, czy mnie pamięta odpowiedziała, że trochę powiedziałam jak jej się powodzi w klasztorze? czy ma jakieś koleżanki, odpowiadała mnie tonem zupełnie obojętnym, przykro dotknięta nie pytałam jej więcej o nic...

Na zajutrz Stryjenka zaczęła oglądać garderobę Wandy, kazała mnie coś jej przerabiać; trzeba było zmierzyć, Wanda niechętnie na mnie patrzyła, ale już nic jej nie mówiłam.

Wieczorem przyszli Angermanowie podziwiali jej urodę, a ja siedziałam spokojnie zajęta robieniem papierosów. Grali w karty. Stryjaszek parę razy spojrzał na mnie, czułam to, bo zaraz widziałam oczy Stryjenki zwrócone na mnie, badawczym patrzyła na mnie wzrokiem i wywołała mnie do sąsiedniego pokoju i znów posypały się na mnie wymówki... „Jak ty się zachowujesz, dajesz zły przykład siostrze, dałabyś spokój tym flirtom”. Milczałam nie wykrztusiłam ani słówka na swoje usprawiedliwienie, wiedziałam, że to było daremne...

Po wyjściu Stryjenki usiadłam na krześle; twarz ukryłam w dłoniach i gorzko zapłakałam...

Weszła Wanda schowałam się i z krzesła odwróciłam się do okna, chciałam ukryć me łzy, ale Wanda spostrzegła zapytała mnie czego płaczę odpowiadałam, że głowa mnie boli, ona nie chciała wierzyć i prosiła natarczywie, abym powiedziała powód mych łez. Daj spokój Wandziu, nie pytaj, jak dorośniesz, to się dowiesz czego płakałam. „A może Stryjenka coś powiedziała ci przykrego!” jeszcze raz zapytała Wanda, ale odpowiedziałam, żeby mi dała spokój i nie dręczyła mnie zapytaniami, więc powiedziała, iż kolacja na stole, odesłałam ją mówiąc, że nie będę jadła kolacji, bo mnie głowa boli. Odeszła. Tą noc nie mogłam spać, rzeczywiście głowa nie bolała, a do tego i gardło, rano czułam, że nie mogę nic przełknąć. Powiedziałam Stryjence; obejrzała mi gardło i kazała położyć się do łóżka, na wieczór okazała się gorączka, wezwano doktora zapisał inhalacyę i mówił, że to dyfterja, kazał pozdejmować dywany, nikt do mnie nie wchodził, oprócz dziewczyny Marysi, która mnie przynosiła jedzenie. Pod wieczór weszła Stryjenka zapytała, czy mi lepiej, powiedziałam, że nie. „Widzisz, widzisz jesteś jesteś chora, a może to Pan Bóg cię karze, za to, że takie masz zamiary niegodziwe względem Stryja uderz się w piersi, przyznaj się do winy. I Wanda nawet zwróciła na to uwagę i mówiła „Co to za stosunek jest między Helą a Stryjaszkiem? Ona postępuje nie jak siostrzenica, tylko jak panna respektowa” dama do towarzystwa. „Widzisz taka młoda, a już widzi że to nie tak, jak być powinno”.

I smutno i gorzko było w mem sercu, wiedziałam, że to usprawiedliwiać się siebie na nic się nie przyda, więc spokojnie wyciągnęłam rękę do Stryjenki, którą chciałam pocałować, prosząc o przebaczenie, ale nie dała się ucałować mówiąc:
„Już ty tyle razy mnie przepraszałaś, a zawsze to samo robisz?”... zapytała czy będę co jadła, odpowiedziałam, że nie – wyszła z pokoju.....

Po dwóch tygodniach mojej choroby byłyśmy w kościele: Gorąco dziękowałam Bogu, że wyzdrowiałam i błagałam, aby Pan Bóg coś w mem życiu odmienił...

I na nikogo nie zwracałam uwagi i w czasie podniesienia płakałam łzy kroplami dużemi, spływały po mej twarzy bladej i wymizerowanej i padały dużemi kroplami na marmurową posadzkę kościoła. Nie mogłam wstrzymać tych łez, tak mnie było boleśnie i gorzko na tym świecie... a i zaczęłam odmawiać modlitwę za ś.p. mego Ojca, uspokoiłam się trochę wstałam z klęczek, przeżegnałam się i z głową spuszczoną, nie zwracając uwagi na nikogo wyszłam z kościoła. Stryjenka szła za mną, wracając powiedziała: „Co za komedyę wyprawiałaś w kościele, chciałaś wzbudzić w ludziach współczucie, to jest bardzo brzydko, że chciałaś pokazać jaka jesteś nieszczęśliwa? Nie myśl, że tym sobie kogo zjednasz, nikt nad Tobą się lituje, tylko nade mną. Każden mówi, że jestem święta, że na coś podobnego patrzę, za moje dobre chęci, że ciebie wzięłam tak pięknie mi się odpłaciłaś”... Wzbroiłam się w cierpliwość, dałam sobie słowo, że nigdy nie będę się tłumaczyła ani usprawiedliwiała...

17 sierpnia 1912

Stryjostwo wyjechali oglądać majątek ziemski w okolicach Rzeszowa.
Zostałam sama z Wandą bylam smutna i mało z Wandą rozmawiałam, na drugi dzień Stryjostwo wrócili; Stryjenka zachwycona była majątkiem t.j Boguchwałą, najbardziej zaimponowała salon tak zwana sala królewska i schody prowadzące z galerji do ogrodu.


Po tygodniu bytności Stryjostwa w Boguchwale Stryjaszek pojechał na licytacyę (Boguchwała była wystawiona na licytacyę 30.07.1901) rano, a na wieczór Stryjenka odebrała telegram, że Stryjaszek kupił.

Wielka radość była to dla Stryjenki: układała sobie plany na przyszłość co do gospodarstwa; ja również myślałam, że moje życie się odmieni i miałam nadzieję, że Pan Bóg odmieni coś w mem życiu.
 

Majatek Zenona Suszyckiego w Boguchwale – szkic zespołu parkowo-pałacowego
Rysunek poglądowy AI

Stryjenka wzięła nas do Boguchwały, miłe wrażenie na mnie robił stary dziedzic pan Profesor Straszewski, ale i żal go mnie było, myślałam sobie, jaki on żal było wyjeżdżać z domu i ze stron gdzie się urodził i wychował. Był dziedzicem kilku folwarków, a teraz pozostało mu tylko długi sprzedawał wszystko co mógł zaczynając od pościeli a kończąc na kwiatach i meblach. 

W lipcu 1902 r nie jestem w stanie zweryfikować tę informację, ale myślę, że był to jednak lipiec 1901. Przeprowadziliśmy się na stałe do Boguchwały. Stryjenka wstawała rano i pilnowała gospodarstwa, chodziła po stajniach, chlewniach i kurnikach, ja również przyglądałam się wszystkiemu uważnie. Walerka była prawą ręką Stryjenki. Wydawała czeladzi, chodziła do trzody i do drobiu, Stryjenka bardzo z niej była zadowolona. Jakiś czas Stryjenka zupełnie na mnie nie zwracała uwagi, ale nie długo cieszyłam się tym spokojem. Stare dzieje wróciły na nowo wszystko się powtarzało...

Walerka musiała wyjechać, matka jej umarła, wyjechała na pogrzeb. Musiałam sama zajmować się gospodarstwem. Stryjenka mnie pomagała, o ile zdrowie pozwalało, ale zaczęła się jesień słotna i wilgotna, dnie źle wpływały na bronchilis  bronchit Stryjenki, więc do pomocy Stryjenka wzięła żonę kowala, była to dosyć inteligentna baba, ale wielka bajczarka, donosiła Stryjence i prawdę i nieprawdę. Stryjenkę drażniła najbardziej kradzież. Zaczęły się niesnaski pomiędzy kowalką, a dworską służbą.
Wkrótce Kowalkę oddalono.

 



 

 

← Część 7   |   Spis treści   |   Część 8   |   Część 9

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.