Pamiętniki Heleny uzupełnione są o linki do życiorysów wymienionych w nim osób, zdjęcia osób i miejsc, oraz moje komentarze, te zapisane są kursywą. Dotyczą okresu 25.01.1900 – 01.11.1906, zachowuję oryginalny język, gramatykę czy styl.
Po śmierci ojca Adama, do stryjostwa Suszyckich dołącza druga dziewczynka, dziesięcioletnia Wanda. Czy duża różnica wieku pomiędzy dziewczynkami ma wpływ na ich relacje? Jak stryjenka przyjmie to nowe wyzwanie?
7 lutego 1912
Dojechaliśmy do Jasła, Stryjenka cieszyła się, że już wracamy do domu. Na dworcu Jasielskiem oczekiwali Angermanowie z Miśkiem, biedna psina skowyczała i piszczała z radości....
Stryjenka odebrała list od pani Kwapińskiej Agnieszki u której siostra moja dziesięcioletnia Wanda, była na wakacyach w czasie naszego wyjazdu za granicę. Odzywała się o niej w tym liście jak najlepiej wychwalając, że to jest bardzo dobre dziecko, oznajmiła, że córka jej Kamila Kamila Maria jadąc do Krakowa, odwiezie Wandę do Jasła i prosiła, by ktoś wyszedł na kolej…
Stryjenka i ja poszłyśmy same pieszo, ponieważ był ładny
czas. Za pięć minut pociąg miał przyjść, Stryjenka była bardzo zadowolona z
listu pani Kwapińskiej i powiedziała do mnie „Może z Wandą nie będę miała
tyle kłopotu i nie doznam od niej to takich przykrości”...
Nic na to nie odpowiedziałam...
Pociąg już stał na stacji. Z wagonu III klasy wysiadła Wanda ubrana w czarną suknię i czarną marynarkę opasana krepą (Po Ojcu nosiłyśmy żałobę). Włosy miała karbowane naturalnie uczesane w dwa warkocze, które spadały poniżej pasa. Z twarzy przypominała mnie zupełnie Matkę. Małe czółko, nos równy, oczy duże, szare miały wejrzenie nie miłe.
Stryjenka ucałowała ją serdecznie, mnie zaś Wanda
przywitała chłodno. Wsiadłyśmy do fijakra. Stryjenka rozpytywała się troskliwie,
czy nie jest znużona i jak się miewają państwo Kwapińscy. Ja siedziałam
spokojnie i nic się nie odzywałam, smutno mi się zrobiło, bo czułam, że
Stryjenka inaczej odnosiła się do Wandy: mówiła tonem miękkim i dobrym, z
prawdziwą lubością oglądała ją całą; podziwiała jej ładne włosy i nawet zrobiła
uwagę, że żałoba jej do twarzy. Rumieniec zadowolenia wystąpił na twarzy Wandy,
spojrzała na mnie, ale ja udałam, że nie słyszałam słów Stryjenki...
Przy obiedzie Stryjenka wskazała Wandzi miejsce obok siebie. tj. na moim miejscu ja usiadłam obok niej. Przy stole Stryjostwo zwracali się tylko do Wandy, ja zaś siedziałam milcząca i myślałam, żeby to ten obiad już się skończył. Czułam kilka razy wzrok Wandy, ciekawie spoglądała na mnie i Stryjaszka.
Po obiedzie poszłam do swego pokoju, szyłam sobie żałobną sukienkę. Stryjenka
zabrała Wandę do salonu i rozmawiały obydwie bardzo przyjaźnie...
Wieczorem idąc spać zapytałam Wandę, czy mnie pamięta
odpowiedziała, że trochę powiedziałam jak jej się powodzi w klasztorze? czy ma
jakieś koleżanki, odpowiadała mnie tonem
zupełnie obojętnym, przykro dotknięta nie pytałam jej więcej o nic...
Na zajutrz Stryjenka zaczęła oglądać garderobę Wandy,
kazała mnie coś jej przerabiać; trzeba było zmierzyć, Wanda niechętnie na mnie patrzyła,
ale już nic jej nie mówiłam.
Wieczorem przyszli Angermanowie podziwiali jej urodę, a
ja siedziałam spokojnie zajęta robieniem papierosów. Grali w karty. Stryjaszek
parę razy spojrzał na mnie, czułam to, bo zaraz widziałam oczy Stryjenki
zwrócone na mnie, badawczym patrzyła na mnie wzrokiem i wywołała mnie do
sąsiedniego pokoju i znów posypały się na mnie wymówki... „Jak ty się
zachowujesz, dajesz zły przykład siostrze, dałabyś spokój tym flirtom”.
Milczałam nie wykrztusiłam ani słówka na swoje usprawiedliwienie, wiedziałam,
że to było daremne...
Po wyjściu Stryjenki usiadłam na krześle; twarz ukryłam w
dłoniach i gorzko zapłakałam...
Weszła Wanda schowałam się i z krzesła odwróciłam się
do okna, chciałam ukryć me łzy, ale Wanda spostrzegła zapytała mnie czego
płaczę odpowiadałam, że głowa mnie boli, ona nie chciała wierzyć i prosiła
natarczywie, abym powiedziała powód mych łez. Daj spokój Wandziu, nie pytaj, jak
dorośniesz, to się dowiesz czego płakałam. „A może Stryjenka coś powiedziała ci
przykrego!” jeszcze raz zapytała Wanda, ale odpowiedziałam, żeby mi dała spokój
i nie dręczyła mnie zapytaniami, więc powiedziała, iż kolacja na stole,
odesłałam ją mówiąc, że nie będę jadła kolacji, bo mnie głowa boli. Odeszła. Tą
noc nie mogłam spać, rzeczywiście głowa nie bolała, a do tego i gardło, rano czułam,
że nie mogę nic przełknąć. Powiedziałam Stryjence; obejrzała mi gardło i kazała
położyć się do łóżka, na wieczór okazała się gorączka, wezwano doktora zapisał
inhalacyę i mówił, że to dyfterja, kazał pozdejmować dywany, nikt do mnie nie
wchodził, oprócz dziewczyny Marysi, która mnie przynosiła jedzenie. Pod wieczór
weszła Stryjenka zapytała, czy mi lepiej, powiedziałam, że nie. „Widzisz,
widzisz jesteś jesteś chora, a może to Pan Bóg cię karze, za to, że takie masz
zamiary niegodziwe względem Stryja uderz się w piersi, przyznaj się do winy. I
Wanda nawet zwróciła na to uwagę i mówiła „Co to za stosunek jest między Helą a
Stryjaszkiem? Ona postępuje nie jak siostrzenica, tylko jak panna
respektowa” dama do towarzystwa. „Widzisz taka młoda, a już widzi że to nie tak, jak być powinno”.
I smutno i gorzko było w mem sercu, wiedziałam, że to
usprawiedliwiać się siebie na nic się nie przyda, więc spokojnie wyciągnęłam
rękę do Stryjenki, którą chciałam pocałować, prosząc o przebaczenie, ale nie
dała się ucałować mówiąc:
„Już ty tyle razy mnie przepraszałaś, a zawsze to samo robisz?”...
zapytała czy będę co jadła, odpowiedziałam, że nie – wyszła z pokoju.....
Po dwóch tygodniach mojej choroby byłyśmy w kościele:
Gorąco dziękowałam Bogu, że wyzdrowiałam i błagałam, aby Pan Bóg coś w mem
życiu odmienił...
I na nikogo nie zwracałam uwagi i w czasie podniesienia płakałam łzy kroplami dużemi, spływały po mej twarzy bladej i wymizerowanej i padały dużemi kroplami na marmurową posadzkę kościoła. Nie mogłam wstrzymać tych łez, tak mnie było boleśnie i gorzko na tym świecie... a i zaczęłam odmawiać modlitwę za ś.p. mego Ojca, uspokoiłam się trochę wstałam z klęczek, przeżegnałam się i z głową spuszczoną, nie zwracając uwagi na nikogo wyszłam z kościoła. Stryjenka szła za mną, wracając powiedziała: „Co za komedyę wyprawiałaś w kościele, chciałaś wzbudzić w ludziach współczucie, to jest bardzo brzydko, że chciałaś pokazać jaka jesteś nieszczęśliwa? Nie myśl, że tym sobie kogo zjednasz, nikt nad Tobą się lituje, tylko nade mną. Każden mówi, że jestem święta, że na coś podobnego patrzę, za moje dobre chęci, że ciebie wzięłam tak pięknie mi się odpłaciłaś”... Wzbroiłam się w cierpliwość, dałam sobie słowo, że nigdy nie będę się tłumaczyła ani usprawiedliwiała...
17 sierpnia 1912
Stryjostwo wyjechali oglądać majątek ziemski w okolicach
Rzeszowa.
Zostałam sama z Wandą bylam smutna i mało z Wandą rozmawiałam, na drugi dzień
Stryjostwo wrócili; Stryjenka zachwycona była majątkiem t.j Boguchwałą,
najbardziej zaimponowała salon tak zwana sala królewska i schody prowadzące z
galerji do ogrodu.
Po tygodniu bytności Stryjostwa w Boguchwale Stryjaszek pojechał na licytacyę
(Boguchwała była wystawiona na licytacyę 30.07.1901) rano, a na wieczór Stryjenka odebrała
telegram, że Stryjaszek kupił.
Wielka radość była to dla Stryjenki: układała sobie plany
na przyszłość co do gospodarstwa; ja również myślałam, że moje życie się
odmieni i miałam nadzieję, że Pan Bóg odmieni coś w mem życiu.
Stryjenka wzięła nas do Boguchwały, miłe wrażenie na mnie robił stary dziedzic pan Profesor Straszewski, ale i żal go mnie było, myślałam sobie, jaki on żal było wyjeżdżać z domu i ze stron gdzie się urodził i wychował. Był dziedzicem kilku folwarków, a teraz pozostało mu tylko długi sprzedawał wszystko co mógł zaczynając od pościeli a kończąc na kwiatach i meblach.
W lipcu 1902 r nie jestem w stanie zweryfikować tę informację, ale myślę, że był to
jednak lipiec 1901. Przeprowadziliśmy się na stałe do Boguchwały.
Stryjenka wstawała rano i pilnowała gospodarstwa, chodziła po stajniach,
chlewniach i kurnikach, ja również przyglądałam się wszystkiemu uważnie. Walerka
była prawą ręką Stryjenki. Wydawała czeladzi, chodziła do trzody i do drobiu,
Stryjenka bardzo z niej była zadowolona. Jakiś czas Stryjenka zupełnie na mnie nie
zwracała uwagi, ale nie długo cieszyłam się tym spokojem. Stare dzieje wróciły
na nowo wszystko się powtarzało...
Walerka musiała wyjechać, matka jej umarła, wyjechała
na pogrzeb. Musiałam sama zajmować się gospodarstwem. Stryjenka mnie pomagała,
o ile zdrowie pozwalało, ale zaczęła się jesień słotna i wilgotna, dnie źle
wpływały na bronchilis bronchit Stryjenki, więc do pomocy Stryjenka wzięła żonę kowala,
była to dosyć inteligentna baba, ale wielka bajczarka, donosiła Stryjence i
prawdę i nieprawdę. Stryjenkę drażniła najbardziej kradzież. Zaczęły się
niesnaski pomiędzy kowalką, a dworską służbą.
Wkrótce Kowalkę oddalono.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.