Pamiętniki Heleny uzupełnione są o linki do życiorysów wymienionych w nim osób, zdjęcia osób i miejsc, oraz moje komentarze, te zapisane są kursywą. Dotyczą okresu 25.01.1900 – 01.11.1906, zachowuję oryginalny język, gramatykę czy styl.
Wanda Suszycka czuje się coraz gorzej, Zenon z panią Jażębkowską wybiera się na wycieczkę, czy Hela da radę opanować ataki zazdrości stryjenki?
Poszłam spać późno, na drugi dzień obudziłam się, a był to dzień ładny pogodny, zeszłam na dół, Stryjenka mówiła do Stryjaszka „Więc kiedy pojedziesz do Salzburga, jutro o 8 rano?”, a do mnie zwróciła się z zapytaniem, jak spałam czy słyszałam burzę, opowiedziałam, że stałam w oknie cały czas. Stryjenka się dziwiła, że byłam taka odważna.
Wieczorem na balkonie Panie Jażębkowskie rozmawiały wesoło ze Stryjostwem. Młoda pani Jażębkowska bardzo była ożywiona i najwięcej w rozmowie zwracała się do Stryjaszka. Stryjenka ze mną była bardziej rozmowniejsza, niż zwykle. Stryjaszek wstał po papierosy, które miał w pokoju. Stryjenka ze mną przeszła do pokoju pań Jarzębkowskich, ponieważ był wieczór i chłód dawał się odczuć, a Stryjenka zawsze była czuła na zimno, synowa została na balkonie. Za chwilę Stryjaszek wrócił i sam rozmawiał z młodą Jażębkowską. Widziałam z twarzy Stryjenki, że to ją drażni, jak mogłam i umiałam, chciałam Stryjence humor poprawić, zapytałam, może przynieść szal, bo były drzwi otwarte na balkon, ale Stryjenka nie zgodziła się. Słyszałam, jak synowa, mówiła Stryjaszkowi, że chciałaby zwiedzić Salzburg i być na górze Geizberk Geisberg 1287 m n.p.m. Stryjaszek powiedział, że jutro jedzie do Salzburga, więc zaproponował tej pani, może by chciała razem pojechać, była uszczęśliwiona i uradowana, dziękowała za grzeczność uprzejmie Stryjaszka. Wpadła do pokoju, gdzie siedziałyśmy t.j. stara Jażębkowska, Stryjenka i ja, i powiedziała z zachwytem: „Jaki pani mąż jest dobry, zaproponował, żebym z nim jechała do Salzburgu. Powiedział, że będziemy zwiedzać cały dzień. Bardzo podziękuję, więc jutro rano o ósmej jedziemy. Pani dobrodziejka się zgadza?”, „I owszem” odpowiedziała Stryjenka obojętnie. I nie długo potem trwała rozmowa Stryjenka pierwsza wstała i pożegnałyśmy panie, i poszłyśmy spać....
Długo nie mogłam zasnąć tej nocy, myślałam co to jutrzejszy dzień przyniesie, z jednego się cieszyłam, że Stryjaszka cały dzień w domu nie będzie, a drugie martwiło mnie, że znowu Stryjenka ma inne strapienie, ale całe szczęście, że nie ze mną...
Przed ósmą już byłam ubrana zeszłam na dół, Stryjaszek zapytywał Stryjenkę, czy ma jakieś sprawunki do załatwienia. „Ale nie będziesz miał czasu, będziesz zajęty Jażąbkowską, zwiedzaniem; jeżeli znajdziesz czas i sposobności, to kup mnie, niebieskiego koloru na suknię pół jedwabną podszewkę dobraną do tego materyału.”. Potem stryjenka zapytała o której godzinie wróci. „Przyjedziemy prawdopodobnie o 4-tej po południu”. Weszła Jażębkowska pożegnała się z nami uradowana i ze Stryjaszkiem poszła na kolej...
Stryjenka ze mną poszła do inhalacyi; po inhalacyi zjadłyśmy obiad i poszłyśmy pieszo na spacer. Szłyśmy laskiem małem, ale Stryjenka była zamyślona mówiła, że ma duszność, że powietrze w Reichenhallu nie dla niej, że trzeba będzie wyjechać gdzieś na południe „A może do Wenecji pojedziemy”. Ucieszyłam się tą myślą, ale na krótko, bo wiedziałam, że i w Wenecji, gdziebyśmy nie pojechali, wszystko i wszędzie będzie takie samo, wszędzie będzie tak samo i to samo będzie w kółko się kręcić......
Z lasku wyszłyśmy do kościoła św. Zenona Kirche St. Zeno, przy kościele tym był klasztor i pensya dla panienek, weszłyśmy do kościoła, po lewej stronie od wielkiego ołtarza, było duże okno szklane, a w tym oknie zobaczyłam dużo modlących się zakonnic i naraz drgnęłam....
![]() |
| źródło |
Tak i ja, kiedyś się będę modliła i włożę habit na siebie... i serce mi się ścisnęło, ale dlaczego? czy to żal za światem? czy bojaźń tych murów klasztornych, tak mnie wystraszyły? Nie, nie to, tylko czułam, że żal mnie było by opuścić tę słabą, chorą istotę, tę Stryjenkę, która była teraz przy mnie i gorąco się modliła. Bo i ona miała nie słodkie życie, wiecznie czuwała i drżała za mnie i uklękłam przy niej i modliłam się gorąco, prosząc Boga o zdrowie dla Stryjenki i aby Pan Bóg strzegł ją od wszystkiego złego!!....
Wracając widziałyśmy jak o 4 tej pociąg przeleciał z Salzburga, Stryjenka oczekiwała Stryjaszka na próżno, nie przyjechał Stryjaszek, zaczęła niepokoić się, ja uspakajałam, mówiąc, że na pociąg spóźnili się, więc przyjadą o 11 wieczór i nie omyliłam się. Stryjenkę ułożyłam spać, siedziałam przy łóżku Stryjenki, rozmawiałyśmy przyjemnie, a zawsze Stryjenka była niespokojna i zdenerwowana, spojrzałam na zegarek, dochodziła jedenasta już miałam odejść, ale Stryjenka powiedziała: „Czekaj, aż przyjedzie Stryjaszek”. Musiałam zostać, ale wolałabym odejść i nie psuć sobie tego przyjemnego dla mnie dnia, który nie często trafia się dla mnie dobrym i miłym.
Na drugi dzień przy śniadaniu zauważyłam, że Stryjenka była spokojniejsza. Po inhalacyi wracałyśmy do domu Panie Jażębkowskie stały w oknie willii i mile nas witały, mówiąc, że bardzo przyjemny jest dzisiaj dzień ładny, może Państwo na spacer, gdzie na wycieczkę się wybiorą, ale Stryjenka powiedziała, że „my jutro wyjeżdżamy.” „Co tak prędko?” powiedziały Panie Jażębkowskie, „Powietrze mnie nie służy” odpowiedziała Stryjenka. Pożegnała Stryjenka te panie zupełnie obojętnie, ale synowa była bardzo miła, życzyła nam szczęśliwej podróży...
Nie chcę opisywać podróży podróży do Gasteinu Bad Gastein, ładne to były strony i miejscowości, ale przykre dla mnie wspomnienia....


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.