Pamiętniki Heleny uzupełnione są o linki do życiorysów wymienionych w nim osób, zdjęcia osób i miejsc, oraz moje komentarze, te zapisane są kursywą. Dotyczą okresu 25.01.1900 – 01.11.1906, zachowuję oryginalny język, gramatykę czy styl.
Helena wciąż jest manipulowana przez stryjenkę, czy i tym razem zaingeruje w decyzje dotyczące inżyniera Wincentego Turowskiego?
17 lutego 1914 r.
Odebrałam list od pana Turowskiego, pisał, że przyjedzie na dzień Matki Boskiej Gromnicznej 02.02.1906 piątek, czekałam z niecierpliwością, a znów myślałam, że wielką mu sprawię przykrość, jak się dowie, że nie mam dla niego żadnych uczuć.
Wieczorem, w sobotę przyjechał pan Turowski, siedziałam ze Stryjenką w średnim pokoju, pan Turowski wszedł rozpromieniony, witał mnie bardzo serdecznie, pytałam, jak bawił się w Krakowie. Po kolacyi zostaliśmy sami, pan Turowski dał mi pierścionek i zapytał, czy mnie się podobał, bardzo, odpowiedziałam, zauważyłam radość na jego twarzy. Na drugi dzień pan Turowski po obiedzie prosił, abym przyszła do saloniku, ucałował mi rękę i prosił wziąć i zapytał, czy myślałam o nim w czasie jego niebytności, odpowiedziałam, że myślałam:
„Że nie kocham Pana, a bez miłości, za mąż nie pójdę”
„Nie mógł bym to znieść ze spokojem w innym razie, ale ponieważ dopiero odprawiłem rekolekcje, więc cierpliwie będę, czekał“
Widziałam, że mu sprawiłam przykrość tymi słowami, ale zawsze wolałam żyć prawdą, niż udawać. (Zapomniałam nadmienić, że tego samego wieczoru t.j. w dzień Matki Boskiej Gromnicznej, przywiózł pan Turowski, śliczny pierścionek złoty z dwoma brylancikami i szafirem w środku, bardzo byłam z niego zadowolona). Stryjence także podobał się.
Panna Kwapińska przyszła raz do nas, Stryjenka zaczęła wychwalać pana Turowskiego, kazała mnie pokazać pierścionek, nie chciałam, ale Stryjenka nie ustąpiła, więc musiałam go zaprezentować, zapytała „kiedy ślub?”, „jeszcze nie oznaczony dzień” odpowiedziała Stryjenka.
Pan Turowski bywał bardzo często, raz przyjechał wieczorem, a Stryjenka po kolacji poszła do swego pokoju, ja poszłam do kancelaryi z panem Turowskim. aby swoją rozmową nie przeszkadzać spać Stryjaszkowi, pokój którego był obok średniego. Turowski był bardzo wesoły, całował mnie po rękach, mówiąc „Jesteś moją Helusiu” i ukląkł, głowę oparł o me kolana, mówiąc, abym go nazwała po imieniu, niechciałam, ale widziałam jego błagalne spojrzenie, więc wyszeptałam „Wicio” i jeszcze bardziej okrywał me ręce pocałunkami, prosiłam, aby usiadł.
„Dobrze mi jest tak Helusiu“ wyszeptał i „zapytał kiedy nasz ślub?”, chciałam mu odpowiedzieć, że mamy czas, że musimy się lepiej poznać, ale Turowski, nie czekając na odpowiedź, mówił, że po Wielkanocy, stanowczo, nic nie rzekłam, siedzieliśmy, aż do w pół do 11 wieczorem.
„I jeszcze żal mnie od Ciebie Helusiu odejść, tak mi tu dobrze przy Tobie “, ale ja powiedziałam dobranoc i wyszłam.
Na drugi dzień Stryjenka była w złym humorze, czułam, że burza wisi w powietrzu i się nie omyliłam, śledziła każdy mój ruch przy obiedzie, każde moje wyjście z pokoju, a na wieczór już były wymówki, zawsze to samo, o Jezu! daj mi cierpliwość, abym wytrwała aż do końca, tak myślałam.
2 marca 1914
Dni mijały, miesiące, a zawsze było tak samo.
Miesiąc maj był śliczny, drzewa pozieleniały, na galeryi
pełno róż i kwiatów pan Turowski przyjechał o 10 rano, jedliśmy obiad na
galeryi, po obiedzie poszliśmy
do ogrodu w stronę gloriety glorieta, altanka,
pergola, nie dochodząc do niej usiadłam na ławeczce z której był
ładny widok na pola laski i wsie. Turowski zapytał dlaczego dziś jestem tak
smutną, narazie nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, bo czyż mogłam mu całą
prawdę wyjawić, jaki mam gniot i co mnie wprowadza w zły humor i smutek, nigdy,
pomyślałam nie powiem, więc odrzekłam, że niezawsze można być wesołą, pan
Turowski ukląkł przy mnie i całował moją rękę, mówiąc abym była wesołą,
prosiłam, aby usiadł, mówiąc, że ktoś może nadejść i tak rzeczywiście lokajus
prosił na podwieczorek. Wróciliśmy Stryjenka była oburzona, jak można siedzieć
sam na sam w ogrodzie,
„to przecież bardzo brzydko zapytuje, gdzie jest panienka a służba powiedziała z uśmiechem”,
„tam w ogrodzie.”
„I cóż w tym złego”, odrzekłam, „nie jestem dzieckiem wiem co robię, niech Stryjenka będzie spokojną nie zrobię nic nie właściwego”.
„Mani Angerman niewolno było siedzieć w pokoju obok sam na sam, pilnowałam ja albo Stryjaszek”,
„bo to Manię
trzeba było pilnować, gdyż miała usposobienie takie, że Stryjenka nie mogła ją
zostawić z mężczyzną sam na sam, ja zaś jestem inną.”
I tak byłoby wszystko dobrze, gdyby nie te posądzenia i te częste wizyty pani Kwapińskiej, którą Stryjenka ciągnęła mówiąc, że „pan Turowski, pytał się o Ciebie kiedy przyjdziesz?” Kwapińska myślała, że to prawda, więc była ucieszona i wpadała coraz częściej.
Razu jednego przyszła w czasie podwieczorku pan Turowski
wstał z propozycją nalania jej herbaty z pewnym zadowoleniem i uprzejmością,
drażniło mnie to, pani Kwapińska była rozpromieniona i bardzo wesoła,
skończyłam herbatę i wyszłam do swych zajęć. Stryjenka szła za mną i
powiedziała, że Turowski bardzo mile rozmawia z Kwapińską, strzelają oczami do
siebie, tak się wyraziła Stryjenka. Wieczorem po kolacji pan Turowski prosił,
abym powiedziała powód mego milczenia, więc mówię: „jestem panu za starą może pan
ożeni się z Kwapińską. Turowski zaczął całować mnie po rękach i śmiejąc się
odpowiedział: „Z Kwapińską, a może jaką inną". Zaczęłam mu przekładać jakie to są małżeństwa nieszczęśliwe, gdy jest
mała różnica wieku, ale i słuchać o tem nie chciał mówiąc: „To są moje
rączki już ich nikomu nie oddam. Uspokojona poszłam spać. Zapomniałam
nadmienić, że pan Turowski po powrocie z Krakowa przyniósł mnie pierścionek,
Stryjence pokazał dwa listy, które Stryjenka przeczytała i powiedziała mnie, że
pan Turowski już miał już narzeczoną, otóż i listy od niej dał mnie przeczytać,
bardzo ładnie napisane, ale widzę, że ona jest w nim bardzo zakochana, zapytuje
dla czego on nie odzywa się, nie pisał tak dawno. Wysłuchałam to wszystko,
Stryjenka oddała te listy mnie, więc oddałam Turowskiemu, mówiąc, że nie mogę
być jego żoną, ponieważ, ta panna będzie z mojego powodu nieszczęśliwą. Ale pan
Turowski zaczął opowiadać, „że to była studentka i że jak zwykle takie panny
flirtują studentów, więc ona sama mnie się oświadczyła się i chciała, abym się
z nią żenił i że jej nigdy nie kochał tylko Ciebie Helusiu i Ty będziesz moją,
gdyż nie wiem co bym bez Ciebie robił”.
Ach! dużo trzeba by pisać i długo co było tych zajść między mną, a panem Turowskim w czasie naszego narzeczeństwa, jedno tylko nadmienię. Po zwykłych posądzeniach Stryjenki, których miałam już za dużo, tem bardziej, że groziła, że nic mi nie da i wtedy Turowski z Tobą nie ożeni się. Postanowiłam powiedzieć wieczorem, gdyż miał przyjechać, że nie mam nic i czy lepiej, aby myśmy się rozeszli i mówiąc to zdjęłam pierścionek zaręczynowy i daję panu Turowskiemu, ale on wziął go i znów mi włożył na palec mówiąc, że nic jemu nie trzeba, tylko mnie chce zabrać taką jak jestem. Przekonało mnie to że mnie kocha, więc prosił o prędki ślub, abym sama naznaczyła dzień mego ślubu, powiedziałam, że w sierpniu. Ale i do sierpnia były różne przejścia, najpierw choroba Stryjenki.
Po po powrocie z Abbazyi Abazja to dawna polska nazwa Opatiji (Abbazia), to nadmorska miejscowość w dzisiejszej Chorwacji, nad Zatoką Kvarnerską, niedaleko Rijeki, wyjechali Stryjostwo do Reichenhallu, w czasie nie obecności Stryjostwa, pan Turowski chciał często przyjeżdżać, ale ja postanowiłam, że przyjazd nastąpi, wtedy, jak napiszę do pana, zgodził się i odbierałam listy bardzo czułe, które wielką przyjemność mi sprawiały.
Stryjenka wróciła z Reichenhall, bardzo chora, choroba rozwijała się groźna, a mianowicie zapalenie opłucnej, tak silne, że musiano wezwać profesora Pareńskiego z Krakowa.
Stanisław Pareński (1843 - 1913), lekarz, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmował się m.in. chorobami wewnętrznymi i pediatrią. Był też ojcem Zofii Pareńskiej, znanej z krakowskiego środowiska artystycznego i późniejszej żony Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
Stryjenki pokój, był zaraz obok mego, czuwałam całą noc, biedaczka nie mogła się położyć, a więc ja trzymałam ją w poduszkach rękami i siedząc zasypiała, nikogo, jednakże nie chciała mieć na noc przy sobie, jak mnie, też dziwne, pomimo tych wszystkich posądzeń ze strony Stryjenki. Kochałam ją nad wszystko w świecie i żal mi Stryjenki był wielki, widząc, że tak cierpi, modliłam się, aby Pan Bóg dał jej zdrowie.
Turowski przyjechał i widział moje zmartwienie i uspakajał mnie, mówiąc, że już gorsze przeszło. Zostawał prawie sam, gdyż musiałam być przy Stryjence.
Kiedy mnie Stryjenka zapytała,
„dlaczego nie idę do pana Turowskiego?”, odpowiedziałam, że
„nie mogę Stryjenki tak zostawić”,
„Nic mi nie będzie lepiej, a z nim będzie Ci przyjemniej”,
„I tu mi jest dobrze”, odrzekłam i zaczęłam całować Stryjenkę w rękę.
Kiedy czuła się lepiej, to pan Turowski prosił mnie, czy może odwiedzić Stryjenkę i był bardzo przejęty tem, że Stryjenka, tak mizernie wygląda.
Z każdym dniem było polepszenie, już Stryjenka zaczęła wstawać z łóżka pan Turowski zapytał znowu o dzień ślubu, ponieważ chciał napisać do brata księdza, aby przyjechał i dał nam ślub, powiedziałam, że w sierpniu, ale dnia nie mogłam naznaczyć, gdyż to zależało od wyzdrowienia Stryjenki. Pan Turowski był niezadowolony, ale go uspokoiłam, że bliżej niż dalej, ma czekać, więc urządzać miał mieszkanie, skupowywał meble i listownie mnie się radził.
Braterstwo Turowskiego miało przyjechać i w tej sprawie pan Turowski pisał do
mnie, że chce, aby mnie Brat Władysław i Bratowa Józefa Zalewska poznali, więc prosił, czy mogą
przyjechać koło 4 wieczór do Boguchwały. Stryjenka była bardzo nie zadowolona,
ale Stryjaszek powiedział, że trzeba ich przyjąć, bo inaczej nie wypadało. Herbata była na galeryi,
jak dziś pamiętam śliczny dzień sierpniowy, nawet upalny byłam w białej bluzce i czarnej
spódniczce, we włosach miałam duże róże różowe.
![]() |
| Helena Suszycka propozycja wyglądu AI |
Turowski był bardzo rozpromieniony. Stryjenka wcale, nie chciała wyjść, ale ja zaczęłam bardzo prosić, więc wyszła, ale bardzo nie chętnie rozmawiała, Stryjaszek był uprzejmy za to, Bogu dziękowałam, bo co oni sobie pomyślą o Stryjence, po ich odjeździe Stryjenka zaczęła krytykować bratową Turowskiego i jego brata mówiąc, że za raz znać, że to miastowi. A po Braterstwie i Turowskiemu się dostało, zaczęła Stryjenka przedstawiać, że 100 reńskich miesięcznie za mało, że to nie można z tego wyżyć, takie pójście zamaż jest pomnażanie biedy. Wysłuchałam to wszystko i zaczęłam perswadować, że przecież teraz nie mogę zerwać, kiedy już blisko dzień ślubu: nic nie pomogło zaczęła rozgryzać wszystko Stryjenka mówiąc, że to dla mnie nie jest odpowiednia partya; widząc to dałam spokój. Wieczorem Stryjenka znowu poruszyła tę kwestię mówiąc:
„I cóż wielkiego że obrączki kupione, dziś przyjedzie to mu oddasz.” …
O dziesiątej przyjechał pan Turowski i przywitał mnie bardzo grzecznie i zmieszany był bardzo, jak mu powiedziałam, że nie będziemy mieli z czego się utrzymać i poszłam po obrączki, Stryjenka była ogromnie zaciekawiona co powiedział Turowski.
Wracałam do jadalnego pokoju trzymając pudełeczko białe z obrączkami, położyłam
na stole
„I cóż ja zrobię z pierścionkami? naco mi one są potrzebne ?” i łzy widziałam w jego oczach; serce ścisnęło się moje żalem, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć na uspokojenie.
„Niech pani rozważy, co ja zrobię z meblami?” odpowiedziałam, aby ich sprzedał
„I cóż dalej? mam się skryć, wyjechać, zapomnieć co było?”
„Może Pan dostanie lepszą posadę, to wtedy pobierzemy się”..
Stryjaszek miał jechać do Rzeszowa z Angermanami, więc pan
Turowski oświadczył, że chciał by zaraz odjechać. Biedny ze łzami żegnał mnie,
był ubrany w letnim
palcie, rękę podał mi zimną, więc prosiłam Stryjaszka, aby dał mu płaszcz
swój...
I ostatnie uściśnięcie ręki i powóz ruszył…
Usiadłam na kanapce w kancelaryi Stryjaszka i zalałam się łzami, żal mi było go, że tyle mu zrobiłam przykrości dziś rano. Przypomniałam te chwile razem spędzone takich chwil było mało, ale pomyślałam, że to było błogie i ich nigdy nie zapomnę. I znowu płakałam Stryjenka weszła mówiąc „i cóż płaczesz i lamentujesz przecież go nie kochasz, że tak za nim desperujesz?”, ale teraz uczułam taki ból w sercu zdawało mi się, że mam zranione te biedne moje serce ono teraz uczyło, że on był dla mnie drogim i że życie bez niego było by mnie marnem.
„Idź zajmij się czem, to prędzej się uspokoisz”.
Poszłam i sama, nie wiem, czy co robiłam i gdzie chodziłam, miałam wrażenie, że dostanę obłędu. Stryjaszek wrócił z Rzeszowa i opowiadał, że pan Turowski trząsł się cały od zimna, słysząc to bałam się aby nie zachorował i bardziej serce mi się krwawiło nic prawie nie mogłam jeść.
Po obiedzie poszłam do swego pokoju i rzuciłam się na
kolana przed swoim łóżkiem przed obrazkiem Matki Boskiej i ze łzami błagałam,
aby mnie dopomogła co mam uczynić? po długim płaczu i modlitwie wstałam, i
potem znowu klękłam i odmówiłam Pod Twoją Obronę. Wanda zajrzała z galeryi,
widząc mnie modlącą się cofnęła się. I tak postanowiłam napisać list do Turowskiego,
aby dziś o 7 wieczór przyjechał, weszłam na galeryję, nikogo nie było,
przeszłam salę, salonik, jadalny średni pokój, zajrzałam do różowego i tam
nikogo, przeszłam do kancelaryi i tam pustki jak wymiótł.
Szukałam Stryjenkę, aby powiedzieć o mym zamiarze zapytam Walentego odpowiedział, że na górze.
Weszłam i zastałam Stryjaszka z Manią w stołowym pokoju. Zapytałam, czy mogę Marcina posłać z listem na 3 pociągiem i aby wrócił o 7.
„I cóż nowego?” zapytała Stryjenka
„Napiszę, aby przyjechał i że zgadzam na wszystko”
„U ciebie 7 pątnic na odnoj niedzieli”
Zamilkłam i odeszłam.
Napisałam parę słów (zawołałam Marcina) prosiłam w liście
oby przyjechał. Chłopiec uradowany pobiegł czem prędzej, ponieważ już było
późno.
Z niecierpliwością oczekuję przyjazdu pana Turowskiego i dowiedziałam się od
Angermanowej, że Turowski płakał przez drogę, więc nie mogłam sobie miejsca
znaleźć, tak mi było boleśnie.
Jak wielce odczuwałam teraz, że go kocham prawdziwie. Po podwieczorku Wszyscy się zebrali w średnim pokoju, Stryjenka była czegoś niezadowolona, Angerman starał się rozweselać i dowcipkować ze swoją Maniusią, tylko Stryjaszek siedział milczący. Szymon pojechał na kolej Stryjenka, powiedziała, że już z kolei wraca, ja zaś odpowiedziałam, że dopiero pojechał.
Jak długa dla mnie była ta chwila doprawdy myślałam, że czekam już godzinę.
Nareszcie usłyszałam turkot: serce mi się biło z radości, że go uspokoję.
Wszedł
blady, ubrany w czarny kożuszek, odprowadził oczami wszystkich i widziałam, jak
mnie szukał, podszedł do mnie i ostatnią przywitał; wskazałam mu miejsce obok
siebie na kanapie; ujął mnie za rękę, dostał list mówiąc, że „Pisałem, właśnie,
gdy Marcin przyszedł z Twoim listem”. Obczytałam go i jeszcze bardziej był
mi drogim, gdyż widziałam z jaką miłością i prośbą zwracał się do Matki Boskiej
Częstochowskiej, aby mnie dopomogła mnie poślubić...
![]() |
| akt ślubu Heleny Suszyckiej - Turczynowicz i Wincentego Turowskiego archiwum prywatne |
Cesarstwo Austriackie. Królestwo Galicji. Okręg rzeszowski. Diecezja przemyska. Dekanat rzeszowski. Parafia Boguchwała, nr 6.
ŚWIADECTWO ZAWARCIA MAŁŻEŃSTWA.
Ze strony Urzędu Parafialnego, obecnie istniejącego przy kościele parafialnym św. Stanisława w Boguchwale, niniejszym stwierdza się i poświadcza, że w księdze zawartych małżeństw tego kościoła, na stronie 6, znajduje się następujący zapis:
Rok 1906. Miesiąc wrzesień.
Dnia ósmego / 8 / zawarł małżeństwo:
Pan młody: Wincenty TUROWSKI, wyznania rzymskokatolickiego, lat 28, kawaler.
Panna młoda: Helena SUSZYCKA TURCZYNOWICZ , wyznania rzymskokatolickiego, lat 25, panna.
Świadkowie:
Klaudiusz Angerman, inżynier, oraz Zenon Suszycki, dziedzic dóbr w Boguchwale.
Powyższe świadectwo własnoręcznie podpisuję i potwierdzam pieczęcią kościelną.
Boguchwała, dnia 4 sierpnia Roku Pańskiego 1915.
L.S. X. Jan Gielarowski, administrator parafii.
Pieczęć urzędowa.
/Pieczęć Kościoła Parafialnego św. Stanisława B.M. w Boguchwale/



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To sekcja komentarzy, szanujmy się wzajemnie.